W ciągu trzech miesięcy żywość podrożała średnio o około 15 procent. Wzrosły przede wszystkim ceny warzyw, mleka, mąki i oleju. Zawiniła głównie pogoda, która uraczyła nas upałami, suszą, a na zakończenie powodziami. Rolnicy zebrali mniej warzyw i zboża. Mniej też sprzedali mleka.

Ekonomiści tłumaczą jednak, że z naszymi zbiorami wcale nie było tak źle. To raczej rolnicy postanowili zarobić nieco więcej. Nie sprzedawali swoich produktów, bo liczyli, że w kolejnych miesiącach będą rosły ceny w skupie. Wstrzymanie sprzedaży natychmiast odbiło się na cenach sklepowych.

Teraz, żeby złagodzić skutki podwyżek, rząd chce uruchomić rezerwy zbożowe. Jeśli tak zrobi, ceny wyrobów mącznych zaczną spadać. Kolejny czynnik, który wcześniej czy później przełoży się na spadek cen, to paliwa, które będą spadać jesienią i zimą. Według Piotra Soroczyńskiego z Ministerstwa Finansów, spadek cen będzie widoczny na początku przyszłego roku.