Sami sobie zgotowali ten pasztet. Polskie Towarzystwo Ubezpieczeń, jako jedyny ubezpieczyciel w Polsce, odważyło się poręczyć swym majątkiem za biuro podróży "Open Travel". Nie przeszkadzało im, że firma chyli się ku upadkowi, bo od wielu miesięcy ma problemy finansowe. W sierpniu udzieliło jej gwarancji. Teraz samo ma poważny problem, bo musi wypłacić o 1,5 mln zł więcej, niż zarobiło.

Czy ludzie, którzy wpłacili pieniądze na wycieczki organizowane przez bankruta, odzyskają je? Tak, ale wielu po długich bojach. Bo "Open Travel" ubezpieczyło się w PTU na 4 mln zł. To oznacza, że tylko do takiej kwoty wypłacane będą odszkodowania.

To niby kupa forsy, ale mnóstwo jest też oszukanych przez bankruta turystów. Od upadku "Open Travel" minęło ledwie kilka dni, a do PTU zgłosiło się już 1,5 tys. ofiar po pieniądze. Kolejnych 700 osób dopiero co wróciło do domów z nieudanych wycieczek. Wielu z nich też będzie żądać odszkodowań za zmarnowane urlopy.

Wystarczy, że oszukanych będzie 2,5 tysiąca osób, a już do wypłaty zostanie nie więcej niż po 1600 zł na głowę. A co jeśli pieniędzy z ubezpieczenia dla wszystkich nie starczy? Reszta będzie czekać na ich odzyskanie przez długie miesiące. W takiej sytuacji odszkodowania wypłacić może tylko Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, który ręczy swym majątkiem za działających w Polsce ubezpieczycieli. Ale to potrwa, bo kwity wędrować będą między biurkami, ekspertami... A ty człowieku, jak nie masz gotówki, na wakacje w tym roku już nie wyjedziesz.