Na celowniku znalazły się sąsiednie kraje europejskie. Nie tylko dlatego, że są blisko. Firmy interesują się nimi, bo rośnie tam spożycie mocnych alkoholi. Ekspansję na Węgry - kraj w którym pije się najwięcej alkoholu w Unii Europejskiej - zaczął już jeden z dwóch najważniejszych graczy na polskim rynku alkoholi - Central European Distribution Corporation. W ciągu ostatnich czterech miesięcy firma kupiła prawa do marek najlepiej sprzedających się wódek na rynku naszych wschodnich sąsiadów m.in. do najbardziej popularnego tam Bolsa.

Ale analitycy rynku przekonują, że nie tylko Węgry są atrakcyjnym rynkiem. Alkoholowe koncerny łakomym okiem zaczynają patrzeć także na Czechy i Słowację. Dlaczego? "W tych krajach, kojarzonych dotąd z większym spożyciem piwa czy wina, daje się w ostatnich latach zaobserwować wyraźnie większe zainteresowanie mocniejszymi alkoholami" – mówi w DZIENNIKU Bogna Sikorska, niezależny analityk rynku spożywczego. Odwrotnie niż w Polsce, gdzie jeszcze w 1998 r. 44 proc. sprzedawanego alkoholu stanowiły wyroby spirytusowe.

Polski rynek traci na atrakcyjności jeszcze z innego powodu. Panujący na nim ścisk powoduje, że duże firmy depczą sobie po piętach. Dostrzega to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który w obawie przed utratą równowagi na rynku potrafił blokować różne transakcje.

Wbrew obiegowym opiniom to nie Polacy piją najwięcej alkoholu. Dla porównania statystyczny Węgier wypija rocznie 20 litrów trunków, a Polak niewiele ponad osiem.