To niesprawiedliwe. Przecież udowodniliśmy przez te 2,5 roku, że jesteśmy narodem pracowitym i uczciwym. Ponadto, państwa, które 1 maja 2004 r. całkowicie otworzyły swój rynek pracy dla m.in. Polaków (Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja), wcale źle na tym nie wyszły. Wprost przeciwnie. Emigracja zarobkowa z krajów Europy Środkowej napędziła im koniunkturę gospodarczą.

Najwyraźniej Finlandia, która przewodniczy teraz pracom Unii Europejskiej, chce przetestować otwarcie swojego rynku pracy tylko na Rumunach i Bułgarach. Finowie uważają, że gdyby otworzyli swój rynek pracy dla obywateli wszystkich 10 postkomunistycznych krajów, które będą w UE, mogłoby się to źle dla Finlandii skończyć. Dlatego posłużą się 22 milionami Rumunów i 8 milionami Bułgarów jak królikami doświadczalnymi. Jeśli Finlandia na tym otwarciu skorzysta, to pozwoli u siebie pracować także innym.

Problem w tym, że wtedy będzie już "po jabłkach". Ograniczenia w dostępie do rynków pracy w krajach z tzw. starej Unii muszą i tak zniknąć do 1 maja 2009 r.