Czas ucieka. Właśnie za niecałe trzy lata prawie pięć tysięcy kobiet, które zostaną emerytkami, a zapisały się do funduszy emerytalnych, powinny dostać pierwsze świadczenia. Tymczasem nadal nie wiadomo, kto ma je wypłacić. Do tej pory nie zaczęto nawet prac nad ustawą regulującą wypłaty emerytur. A bez niej system nie ruszy. Co gorsza - mamy kryzys rządowy i istnieje poważne niebezpieczeństwo, że sprawa zejdzie na dalszy plan - ostrzega DZIENNIK.

Bałagan panuje tak straszny, że nikt nie jest dziś w stanie powiedzieć przyszłym emerytom, w jakiej formie, od kogo i czy w ogóle otrzymają jakiekolwiek pieniądze. "Wszystko jest w rozsypce. Ciągle zmieniają się osoby, które odpowiadają za ten projekt" - mówi DZIENNIKOWI Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ. Eksperci nie mają wątpliwości: w 2009 roku emerytki, które upomną się o swoje pieniądze, będą miały z tym bardzo poważne problemy.

Kobiety są oburzone. "To jakiś skandal. Mam prawo do moich pieniędzy, uczciwie pracowałam, odprowadzałam składki. Dlaczego przez nieudolność rządzących mam cierpieć?" - pyta Irena Jachurska, 57-letnia psycholog pracująca w Gdańsku. "Liczyłam, że dzięki OFE będę miała wyższą emeryturę. Dziś obawiam się, że to fatamorgana" - mówi załamana.

Te, które pozostały w ZUS, oddychają z ulgą. "Ani ja, ani żadna z moich koleżanek nie zdecydowałyśmy się na zmianę i teraz możemy sobie tego pogratulować" - mówi DZIENNIKOWI zadowolona Joanna Ignacy z Katowic, która za trzy lata również przejdzie na emeryturę.