Okazuje się, że zamiast paniki po politycznej burzy, w gospodarce panuje spokój. A nawet... ulga. Bo finansiści bardziej bali się pomysłów Leppera i jego propozycji wydawania publicznych pieniędzy niż nowych wyborów.

Ekonomiści są zgodni: kryzys finansowy nam nie grozi. Nie zdrożeją nagle kredyty w walutach obcych ani sprowadzane z Zachodu towary. Polska gospodarka się nie załamie. Nie będzie nagłych podwyżek cen kupowanych za granicą towarów.

"Nieznacznie może zdrożeć dolar czy euro, ale tylko na chwilę. Stracą na tym jedynie ci, którzy właśnie wybierają się za granicę i będą kupować te waluty. Ile? Maksymalnie po kilka groszy za sztukę. Reszta może spać spokojnie" - tłumaczy dziennikowi.pl Marek Zuber, ekonomista.

"Nic złego się nie stanie. Bywały już poważniejsze kataklizmy polityczne, a gospodarka miała się dobrze" - mówi nam Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Skąd ten spokój ekonomistów? Bo "gospodarka nie jest wrażliwa w krótkim okresie na tego typu sytuacje" - tłumaczy główny ekonomista Banku BPH Ryszard Petru.