"Nie da się obniżyć cen podręczników bez pogorszenia ich jakości. Można np. okroić ich treść, ale wtedy uczeń będzie musiał dokupić inne książki" - tłumaczy Mariusz Jan Radło z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

I tak obietnice ministra edukacji Romana Giertycha, który od sierpnia przekonywał, że przestaniemy rujnować się na podręcznikach, legły w gruzach. Co prawda, sztab jego ekspertów głowi się od dwóch tygodni, jak zmniejszyć ceny szkolnych książek, ale nic mądrego nie wymyślili.

"Resortowy program >Tani podręcznik<, który miał obniżyć ceny, jest zbyt ogólnikowy. Nie odpowiada na najważniejsze pytanie: jak to zrobić?" - ocenia ministerialne wypociny Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki zrzeszającej wydawców.

Pozostaje mieć nadzieję, że uda się chociaż wprowadzić w życie pomysł, by najbiedniejsi uczniowie dostawali książki za darmo w szkole. A reszta musi zacisnąć pasa i uzbierać 300-400 zł na komplet podręczników.