To zdzierstwo. Średni koszt, który ponosi TP SA, kiedy umożliwia nam minutową rozmowę lokalną, to 6 groszy. Od nas bierze średnio aż 13 groszy. To ponad dwa razy więcej. A w najtańszym abonamencie, szczególnie popularnym wśród emerytów i rencistów, aż 24 grosze!

Podobnie jest z rozmowami międzymiastowymi, gdzie firma wydaje 9 gr, a od nas bierze 23. Marża rozmów międzynarodowych jest wprawdzie niższa, ale tylko nieznacznie (TP SA sama wydaje 69 gr, my - 1,24 zł).

Nic więc dziwnego, że na tych rozmowach spółka zarobiła w ubiegłym roku prawie 3,5 mld zł brutto. Jeśli doliczyć do tego połączenia z telefonami komórkowymi, łączny przychód TP SA z rozmów wynosił, bagatela, 4,7 mld zł!

Urząd Komunikacji Elektronicznej, dla którego został sporządzony raport, od roku walczy z nieuczciwymi praktykami TP SA (od nominacji na prezesa UKE Anny Streżyńskiej). Urząd nakłada na spółkę kary, ale te chyba są za niskie. Bo jak pokazuje raport, TP SA wciąż ma zawyżone ceny usług.