Sprawa została źle rozegrana - tłumaczy dziennikowi.pl Bogdan Pilch z Gaz de France. Górę wzięły emocje i polityka, a nie biznes. Eksperci przypominają, że Rosjanie rok temu zaproponowali nam podłączenie się do Gazociągu Północnego, ale Polska zbyt szybko odpowiedziała "nie".

Teraz nie mamy wyjścia - dodają. By uniezależnić się od Rosji, musimy gaz importować z Niemiec. Bo na gaz norweski - ze względu na cenę i konieczność budowy gazociągu - mamy raczej marne szanse.

Budowa gazociągu nie wszystkim się podoba, ale niemal wszyscy widzą w niej jakiś interes dla siebie. Metodą niewinnego szantażu próbują działać np. Szwedzi. Oficjalnie mówią o zagrożeniu ekologicznym, jakie niesie taka gazowa rura na dnie Bałtyku, ale jednocześnie chcą poprowadzić odnogi gazociągu do własnego kraju.

Zdaniem ekspertów, nie powinniśmy także liczyć na wsparcie Unii. To duży biznes, korzystny dla całej zachodniej Europy. Trasa przebiegu morskiego odcinka Gazociągu Północnego nie została jeszcze przesądzona. Na ostateczny projekt Niemcy i Rosjanie mają czas do końca roku. Najbardziej prawdopodobny wydaje się jednak wariant północny, rura biegłaby w pobliżu granic Finlandii i Szwecji.