Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny, jednak pod warunkiem, że na świecie nie wydarzy się nic niepokojącego - tłumaczy dziennikowi.pl ekspert rynku paliw Aurelia Kuran Puszkarska. Jakikolwiek konflikt, strajki czy zamachy mogą w każdej chwili spowodować wywindowanie cen ropy - dodaje była prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.

Na razie jednak ropa tanieje, a wraz z nią benzyna. Na koniec roku zdaniem specjalistów cena ropy może spaść do 65 dolarów za baryłkę. Jeśli tak się stanie, to w ślad za ropą pójdzie benzyna. Optymiści prognozują spadek nawet poniżej 4 złotych. Według pesymistów, bardziej prawdopodobny scenariusz to 4,10 za litr.

Nieco inaczej, zdaniem Aurelii Kuran Puszkarskiej, będą wyglądały ceny oleju napędowego. Będzie taniał, ale najwyżej do połowy września. W listopadzie i październiku ceny poszybują w górę. W taki sposób rafinerie będą chciały odrobić straty na taniejącej benzynie. Stracą przede wszystkim rolnicy, którzy muszą uporządkować wszystko przed zimą i potrzebują do maszyn więcej oleju.