Sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby nie zmiana na stanowisku prezesa spółki, któremu podwładni podsunęli do podpisania dokumenty ze wstecznymi datami. Chodziło w nich o zakup szyn od prywatnej spółki Antra z Rudy Śląskiej. Prezes postanowił przyjrzeć się sprawie, tym bardziej że Cargo nie potrzebuje szyn, a w dokumentach była mowa o tysiącach ton. Sprawę skierował do prokuratury.

Przekręt nie byłby możliwy, gdyby nie to, że PKP Cargo, to kura znosząca złote jaja. Firma ta, w odróżnieniu od większości spółek PKP, zarabia niezłe pieniądze. W minionym roku w jej kasie pozostało prawie 20 milionów zysku. Przy tak wysokich obrotach spółkę było stać na kosztowne zakupy. Dzięki temu łatwiej było zatuszować przekręt, w który zamieszanych jest co najmniej 7 osób.

Wśród podejrzanych o nadużycia jest członek zarządu PKP Cargo - były działacz "Solidarności", za którego niedawno poręczyło kilku polityków PiS - czytamy w DZIENNIKU.