"Moglibyśmy podawać w reklamie rzeczywistą, pełną cenę, ale tylko wtedy, jak wszyscy na to pójdą" - z rozbrajającą szczerością tłumaczy dziennikowi.pl politykę Centralwings Iza Bogus, rzeczniczka tej firmy.

Problemu nie widzi także rzecznik irlandzkich linii Ryanair: "Jeżeli w ostatnich 12 miesiącach przewieźliśmy ponad półtora miliona polskich pasażerów, to jakie to ma znaczenie, czy ktoś od razu widzi cenę jednego funta, czy dziesięciu. Bilet i tak kupi".

Reklamy biletów za złotówkę czy funta to skutek wojny cenowej tanich przewoźników. Specjaliści podkreślają jednak, że choć akurat te oszukańcze reklamy nie skłaniają Polaków do korzystania z usług przewoźników, to podtrzymują one opinię, że są linie tańsze od tradycyjnych.

Ale tanie linie lotnicze niedługo będą musiały wstrzymać oszukańcze reklamy - Komisja Europejska chce bowiem narzucić wszystkim tanim liniom jawność cen i etyczną reklamę.