Pracodawcy mają swoje argumenty. "Firma może odmówić zatrudnienia palaczy ze względu na same koszty" - tłumaczy Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Za niepalących pracodawca płaci niższe stawki ubezpieczeniowe, nie marnuje pieniędzy na specjalnie wydzielone pomieszczenia, a jeśli takie jest na zewnątrz budynku, to nie ma tylu przerw w produkcji, bo akurat komuś się zachce dymka.

W obronie palaczy stanęły europejskie związki zawodowe, które domagają się rozszerzenia zapisów o dyskryminacji także na osoby palące. Ich zdaniem, jego brak będzie oznaczał całkowitą bezkarność pracodawcy.

Zaskoczeni są nawet zagorzali wrogowie tytoniu. Zdaniem profesora Gerarda Dubois, przewodniczącego Sojuszu Przeciw Tytoniowi, to jakaś bzdura. A co będzie, jak ktoś zacznie palić po przyjęciu do pracy? - pyta profesor.