Decyzja FED (który jest odpowiednikiem naszej Rady Polityki Pieniężnej) tym razem jest zagadką, nad którą zachodzą w głowę ekonomiści. Większość jest przekonana, że stopy procentowe pozostaną na niezmienionym poziomie, ale i tak najważniejszy będzie komunikat, który po zakończeniu posiedzenia przekaże FED.

Jeśli w komunikacie znajdzie się chociażby sugestia zakończenia serii podwyżek, dolar będzie tracił. Na naszą korzyść, bo złoty umocni się w stosunku do amerykańskiej waluty, ale zyska także w stosunku do euro czy franka szwajcarskiego. Zazwyczaj bowiem w takich sytuacjach zagraniczni inwestorzy wybierają rynki wschodzące, czyli państwa Europy Środkowo-Wschodniej, a nie kraje starej Unii.

Ale co najważniejsze - mocniejszy złoty, to lepsza wiadomość dla spłacających kredyty we frankach szwajcarskich czy euro, bo potrzebujemy mniej złotówek do kupienia tej samej ilości obcej waluty jaką musimy spłacać co miesiąc.

Jeśli jednak Ameryka nie zmieni stóp procentowych, ale zapowie ich wzrost w przyszłości, dolar wzmocni się w stosunku do naszej waluty. Wtedy sytuacja będzie odwrotna. Na razie inwestorzy wstrzymali oddech, ale ruch na rynkach finansowych, i to duży, może się rozpocząć tuż po godz. 20 naszego czasu, wtedy bowiem poznamy decyzję Amerykanów.