W ciągu 4 lat średni koszt prowadzenia konta podskoczył z 3,1 do 4,6 zł. Na tę opłatę musieliśmy wysupłać 72 zł. Systematycznie rosną też i inne prowizje: za przelewy w oddziałach, a nawet w internecie - który do tej pory był ostoją taniości.

Co gorsza, bankowcy działają w białych rękawiczkach. Weźmy PKO BP, tu konto kosztuje 5,4 zł. Jeśli jednak chcemy korzystać z usług internetowych, musimy już dopłacić 2 zł. Z kolei w Gettin Banku trzeba do karty kredytowej wykupić obowiązkowe ubezpieczenie. Wiele z nich ściąga z nas kary, jeśli nie korzystamy z przyznanej karty, tyle ile należy. Robi tak np. Bank PBH.

Dlaczego tak z nami postępują? Bo bankowcom zamarzyły się dochody zachodnich banków. Poza tym jesteśmy ich wiernymi klientami. Nie boją się, że przejdziemy do konkurencji. Dlatego jest jedna rada. "Wiernym trzeba być żonie albo mężowi. Banki trzeba zmieniać. Wtedy ceny będą spadać" - radzi w DZIENNIKU doradca finansowy Expandera, Maciej Kossowski.