Niestety, trzeba pobiegać po urzędach. Żeby dostać taką emeryturę, jaka się nam należy, musimy odszukać naszych pracodawców sprzed lat. ZUS chce, żeby do końca tego roku przynieść podpisane przez nich zaświadczenia o zatrudnieniu i wynagrodzeniu. Ci, którzy zaczęli już to załatwiać, wiedzą, co znaczy zdobycie druczka Rp-7. A i tak, jak już skompletujemy druczki od pracodawców, czeka nas wypełnianie nastepnych druczków dla ZUS. Horror!

Jeśli przyszli emeryci nie przyniosą do ZUS tych dokumentów, na starość dostaną co najwyżej połowę emerytury. Dlaczego? Bo przed reformą emerytalną w 1999 roku nikt w ZUS nie zapisywał, ile kto płacił na swoją emeryturę. Wszystkie pieniądze wrzucano do jednego wora. A teraz to my sami musimy udowodnić, ile i gdzie zarobiliśmy przed 1999 r.

Pytanie: co jeśli nasi pracodawcy już nie żyją albo firma, w której pracowaliśmy zbankrutowała? "Upadłe zakłady pracy mają obowiązek przesyłania wszystkich dokumentów do archiwów państwowych. Może więc tam? Archiwa są praktycznie w każdym dużym mieście" - pociesza Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy ZUS.

Gorzej, jeśli z jakichś przyczyn naszych dokumentów tam nie będzie. ZUS nie będzie mógł wtedy wyliczyć tzw. kapitału początkowego, czyli średniej składki, jaką płaciliśmy przed reformą emerytalną. A jeśli nie będzie mógł wyliczyć kapitału początkowego, to dostaniemy tylko tyle, na ile zapracowaliśmy sobie po 1999 r.