To oczywiście niezgodne z prawem, bo rząd zwykł pobierać haracz od paliw, a na olej rzepakowy nie ma nałożonej akcyzy. Ale kogo to obchodzi, grunt, że jak pisze "Express Ilustrowany", można zaoszczędzić aż 80 zł miesięcznie. Taka kwota wystarczy, by do rzepakowego biopaliwa przekonali się łódzcy taksówkarze. Ci zaś rekomendują jazdę na oleju swoim klientom.

Żeby korzystać z rzepaku jako paliwa, trzeba zamontować specjalną instalację. Takich systemów używają kierowcy w Niemczech czy USA. Jednak Polak swoje wie, i olej leje po prostu do baku. Specjaliści są załamani. Ostrzegają, że olej rzepakowy może zatrzeć silnik. To jednak dzieje się dopiero po pewnym czasie. Dla kierowców ważniejsze jest tu i teraz, czyli parę złotych więcej w kieszeni.

Na nielegalne biopaliwa wścieka się urząd skarbowy. Ogromne zyski przechodzą fiskusowi koło nosa, ale kontrolerzy nie mogą przecież zajrzeć do każdego baku. Rozwiązanie jest proste. Wystarczy obniżyć akcyzę na normalne paliwo, a kierowcy przestaną oszukiwać skarbówkę i niszczyć samochody olejem.