Zamiast zwalniać – jak proponowała Zyta Gilowska - fiskus zatrudni dodatkowych pracowników - zapowiedział minister. Związkom zawodowym obiecał utrzymanie płac, choć jego poprzedniczka twierdziła, że pensje w skarbówce trzeba zredukować. Dzięki temu, zamiast huku petard, Paweł Wojciechowski będzie miał spokój i ciszę pod oknami swojego nowego gabinetu. Groźba zadymy na dziedzińcu Ministerstwa Finansów była całkiem realna, bo urzędnicy - sfrustrowani pomysłami Gilowskiej - zapowiadali na 30 czerwca manifestację pod budynkiem resortu.

Nagle okazało się, że wcale nie trzeba zwalniać. Wręcz przeciwnie. Dla lepszej ściągalności podatków, opłat, grzywien i innych kar pieniężnych niezbędne jest zwiększenie zatrudnienia w komórkach egzekucyjnych o ponad tysiąc etatów. Skarbowych biurokratów, pozostających na utrzymaniu podatników, zacznie przybywać od przyszłego roku.

A miało być tak pięknie. Jeszcze kilka dni temu Zyta Gilowska zapowiadała 10-procentową redukcję liczby pracowników i płac. Rozesłała nawet instrukcje po urzędach skarbowych, aby przeprowadziły inwentaryzację etatów i wskazały te zbędne, przeznaczone do likwidacji... Związkowcy skarbówki protestowali przeciw tym pomysłom.