Polscy producenci twierdzą, że sprzedaż alkoholu jako wódki, produkowanego z czegoś innego niż jest to tradycyjnie przyjęte, jest wprowadzaniem klienta w błąd.

Unia ma jednak inne zdanie na ten temat. Twierdzi, że wódką jest każdy alkohol, który ma powyżej 37,5 procent. I tak w Europie można produkować wódkę z kukurydzy, winogron czy bananów. Taki wytwór nazywa się wódką, o ile ma odpowiednią moc. Zachodni producenci utrzymują, że jeśli na etykietce napisane jest, z czego wyprodukowana jest wódka, to klient kota w worku nie kupuje.

Z takim podejściem nie zgadza się deputowany do Parlamentu Europejskiego Bogusław Sonik. Jest przekonany, że nazwy produktów spożywczych powinny być ustalone zgodnie z tradycją kraju, z którego dany towar się wywodzi. Dzięki temu mamy prawdziwą szynkę parmeńską tylko z Włoch, a ser feta z Grecji.

W Brukseli odbyła się właśnie pierwsza debata na temat ustalenia definicji wódki. Na razie unijna definicja nie zostanie przyjęta, bo sprzeciwia się jej nie tylko Polska, ale także kraje bałtyckie i Finlandia.