Na razie, przy sprzedaży mieszkania musimy zapłacić państwu 10 procent haraczu, ale tylko w przypadku, jeśli sprzedajemy je w ciągu 5 lat od zakupu. Jeśli jednak za te pieniądze kupimy inną nieruchomość, to tego podatku nie trzeba płacić. Zyta Gilowska zamierza jednak to zmienić. Chce zwiększyć wpływy do budżetu i zamierza od początku przyszłego roku wyprowadzać z kieszeni sprzedających mieszkania 19 procent podatku od uzyskanego w ten sposób dochodu. Na dodatek nic nie uratuje pieniędzy, bo nie ma znaczenia, kiedy kupiliśmy mieszkanie. Zmiany podatkowe będą dotyczyć mieszkań kupionych po 1 stycznia 2007 roku.

Fiskus nie upomni się o swoje, jeśli kupimy kolejne, ale jedynie spółdzielcze lokatorskie mieszkanie lub budynek mieszkalny, bądź jego część. Zwolnienie przysługiwać też będzie osobom, które będą chciały zamienić bądź sprzedać nieruchomość, którą dostały w spadku. Kto ma zyskać na zmianach? Ponoć osoby biedniejsze, bo rząd rezerwuje już pieniądze w budżecie na dopłaty do kredytów mieszkaniowych.