Według tygodnika minister finansów i wicepremier Grzegorz Kołodko dostał informacje o machlojkach urzędników resortu już jesienią 2001 roku - długo przed tym, nim ruszyły śledztwa w sprawie mafii paliwowej. Nie zareagował. Dwa lata później kontrolerzy resortu finansów alarmowali kolejnego zwierzchnika - wicepremiera Jerzego Hausnera.

Informowali, że kierownictwo Departamentu Kontroli Skarbowej i senator-biznesmen Henryk Stokłosa popełnili wspólnie wiele przestępstw skarbowych na szkodę budżetu państwa. Hausner wiedział też o podejrzanych umorzeniach podatkowych dla firm z branży hazardowej, takich jak Progaz Queen's Casino czy Bingo. Doniesiono mu, że w firmach hazardowych zatrudniani są członkowie rodzin urzędników Ministerstwa Finansów. Nie kiwnął palcem w tej sprawie - donosi tygodnik.

To przerażające. Ani Kołodko, ani Hausner nie zrobili nic, by urwać łeb mafijnej hydrze. W podległym im ministerstwie przestępcy byli bezkarni. Dlaczego? Dziś pracownicy resortu tłumaczą, że kontrolerzy pozostawali w konflikcie z innymi urzędnikami ministerstwa i dlatego pisali na nich "donosy". O pierwszych śladach afery paliwowej wiedział też UOP, dyrektor departamentu ceł i prezes GUC. Według "Wprost", nikt nie reagował!

Obecnie sprawa mafii paliwowej i współpracujących z nią urzędników Ministerstwa Finansów już ma międzynarodowy zasięg. W śledztwo są zaangażowane policje, prokuratury i wywiady skarbowe z: Niemiec, Polski, Litwy, Łotwy i USA.