Z zielonoświątkowym poniedziałkiem Francuzi mają nie lada problem. Bo zawsze był to dzień wolny, ale od 2004 roku, na wniosek władz, wiele osób musi iść do pracy. Żeby złagodzić nieco ten ból, rząd postanowił, że pieniądze dziś wypracowane są przeznaczane na opiekę nad starszymi i niepełnosprawnymi. Pomysł narodził się w 2003 roku, gdy fala upałów zabiła we Francji ok. 15 tys. starszych osób.

Jednak o solidarność wśród Fancuzów łatwo nie jest. W pracy stawiło się tylko ok. 40 proc. obywateli. Reszta wolała zostać w domach i spokojnie świętować. Dziś we Francji właściwie nic się nie załatwi. Nie działają urzędy. Ponad połowa sklepikarzy i rzemieślników nie otworzyła swoich kramów, a dzieci nie poszły do szkół.

Niektóre firmy już wcześniej zdecydowały, że nie ma co wyciągać pracowników z domów. Zrobiły więc poniedziałek dniem wolnym, a pieniądze na fundusz wpłacą z własnej kasy.