"Nie możemy wykorzystać całości zdolności przeładunkowych" - przyznaje w "Wirtualnym Nowym Przemyśle" Zbigniew Rapciak, prezes spółki Polskie LNG, odpowiedzialnej za gazoport. Terminal ma bowiem być zabezpieczeniem przed rosyjskim kryzysem, co oznacza, że trzeba zarezerwować możliwość szybkiego rozładowania statków z gazem.

To oznacza, że port będzie stał bezużyteczny i cały czas państwo będzie musiało dopłacać do jego użytkowania. Na początku gazoport będzie w stanie zregazyfikować 5 mld metrów sześciennych paliwa.