Reprezentujący Skarb Państwa minister środowiska ma zapłacić podlaskiemu rolnikowi odszkodowanie za szkody wyrządzone w jego prywatnym lesie przez łosie - orzekł w piątek Sąd Okręgowy w Białymstoku. Wyrok jest prawomocny.

Już sąd pierwszej instancji zasądził rolnikowi 2,3 tys. zł z odsetkami. Do zapłaty zobowiązał, solidarnie, wojewodę podlaskiego i ministra środowiska. Wojewoda złożył apelację, domagając się oddalenia powództwa. Jego prawnik argumentował, że wojewoda nie jest "legitymizowany" do reprezentowania Skarbu Państwa w tej sprawie, bo to nie on jest organem wymienianym w prawie łowieckim.

Sąd Okręgowy w Białymstoku apelację wojewody oddalił, ale sprecyzował w wyroku, że reprezentantem Skarbu Państwa, który ma zapłacić pieniądze rolnikowi, jest minister środowiska. Sędzia Renata Tabor uzasadniała, że wojewoda w swej apelacji nie kwestionował odpowiedzialności Skarbu Państwa, ale sporne było, kto w tej sytuacji Skarb Państwa reprezentuje.

"Sąd - biorąc przede wszystkim pod uwagę treść prawa łowieckiego - uznał, że niewątpliwie takim organem, z którego działalnością wiąże się dochodzone roszczenie, jest minister środowiska" - mówiła sędzia. Jednocześnie sąd uznał, że wojewoda nie ma żadnych uprawnień ani obowiązków związanych ze zwierzyną łowną, a taką - mimo moratorium na odstrzał - jest łoś.

Proces ma charakter precedensowy, bo na rozstrzygnięcie oczekuje duża grupa rolników, w których prywatnych lasach łosie czynią szkody w drzewostanach. Zwłaszcza zimą zwierzęta te objadają sosnowe młodniki, smakują im bowiem świeże odrosty. Tak zniszczone drzewo przestaje rosnąć.

Rolnik ze wsi Downary koło Moniek, który pierwszy złożył taki pozew o odszkodowanie od Skarbu Państwa, swoje straty wycenił na nieco ponad 2,3 tys. zł i taką kwotę, wraz z odsetkami, sąd mu zasądził.W procesie kluczowa była jednak nie wysokość odszkodowania, ale ustalenie, kto powinien płacić za szkody łosi w drzewostanach prywatnych. Łosie nie są bowiem pod ochroną, choć od 2001 roku obowiązuje zakaz strzelania do nich.

Sąd rejonowy, orzekając jako sąd pierwszej instancji uznał, że w przypadku szkód wyrządzanych przez łosie, odpowiedzialność Skarbu Państwa sprowadza się do zaniechania. Polegało ono na tym, że nie wprowadzono terminu, do którego zakaz odstrzału łosi ma obowiązywać i przy tym nie wprowadzono i nie wskazano żadnych metod zapobiegania ewentualnym szkodom tych zwierząt.

Samego rolnika na publikacji wyroku nie było. Już w trakcie procesu inni rolnicy z tych okolic, w których lasach także łosie wyrządzają znaczne szkody mówili, że w razie pozytywnego orzeczenia, i oni będą składali pozwy.

Według informacji PAP ze źródeł sądowych, nie można jednak piątkowego rozstrzygnięcia traktować jako precedensu, który będzie skutkował podobnymi wyrokami w sprawach innych rolników. W każdym z przypadków odpowiedzialność Skarbu Państwa, będzie rozpatrywana indywidualnie.

Trwają badania naukowe populacji łosia, które mają być podstawą do przyjęcia krajowej strategii wobec tych zwierząt. Chodzi m.in. o informacje, które pomogą podjąć decyzję, czy można już cofnąć moratorium na odstrzał łosi.

Według danych Biebrzańskiego Parku Narodowego, który jest polską ostoją łosia, na jego terenie bytuje około 700 łosi. Szacuje się, że drugie tyle jest w pobliskiej Puszczy Augustowskiej. Łosie w Podlaskiem są częstym widokiem. Wychodzą na drogi, powodując wypadki, pojawiały się nawet w Białymstoku.Naukowcy szacują, że w Polsce może być 8 tys. łosi, z czego 70 proc. żyje w północno-wschodniej Polsce.