Oczekiwaniu na gotówkę od arabskiego inwestora, który ma zarządzać zakładami w Gdyni i Szczecinie, towarzyszy coraz bardziej nerwowa atmosfera w gmachu Ministerstwa Skarbu. Chociaż szef resortu Aleksander Grad miał w ubiegłym tygodniu zaplanowany urlop, to spędził go w gmachu ministerstwa. "Szef formalnie scedował wszystkie pełnomocnictwa na swoich zastępców, ale codziennie przychodził do swojego gabinetu" - mówi nam pracownik ministerstwa.

Czy dlatego, że obawia się dymisji, jaką w lipcu zagroził mu premier Donald Tusk, po tym jak pojawiły się informacje, że sprzedaż stoczni może się nie powieść? "Nie sądzę, mam wrażenie, że to premier się zagalopował z tą dymisją" - twierdzi jeden ze współpracowników Grada.

Donald Tusk zaangażował się w transakcję osobiście. Polski rząd zobowiązał się do przekazania prestiżowej działki w centrum Warszawy na ambasadę Kataru, a tydzień temu premier poleciał do Nicei, aby tam przekonywać swojego katarskiego odpowiednika. Wszystko po to, żeby do 17 sierpnia Katarczycy wpłacili obiecane pieniądze.

"Chociaż głównie rozmowa dotyczyła kontraktu gazowego, to wątek wpłaty za stocznie się pojawił" - relacjonował po spotkaniu Sławomir Nowak, szef doradców premiera. Według niego Donald Tusk podczas spotkania usłyszał zapewnienie, że rząd katarski będzie naciskał na QInvest, aby ten wyłożył pieniądze na zakup stoczni.

17 sierpnia to drugi termin wyznaczony przez rząd. Transakcja miała być sfinalizowana do 21 lipca. Ale za pierwszym razem inwestorów mógł zniechęcić list, jaki do szejka Hamada, emira Kataru, napisało w lipcu mało znane, samozwańcze Szczecińskie Stowarzyszenie Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego. Przekonywało szejka, że transakcja będzie nielegalna, bo spółka, która zarządzała dotychczas szczecińską stocznią, przejęła jej majątek bezprawnie. Działacze stowarzyszenia postanowili być konsekwentni i jak ustalił DZIENNIK, na początku sierpnia znów napisali do szejka. Powtórzyli dokładnie te same argumenty.

"Mam nadzieję, że pieniądze w końcu pojawią się na koncie. Partnerzy z Kataru są poważnymi inwestorami. Chociaż to, że tak długo zwlekają z przelaniem pieniędzy, nie najlepiej o nich świadczy" - uważa senator PO Jan Wyrowiński, szef senackiej komisji gospodarki narodowej.

Co się stanie, jeśli pieniądze do końca poniedziałku nie pojawią się na kontach? Wówczas Agencja Rozwoju Przemysłu będzie miała dwa tygodnie na znalezienie nowego kupca. Jeżeli go nie znajdzie - a szanse na powodzenie tak błyskawicznej transakcji nie są wielkie - wówczas we wrześniu obie stocznie zostaną postawione w stan upadłości. Z kolei premier Donald Tusk pozostanie z problemem, czy odwołać ministra skarbu Aleksandra Grada, co zapowiedział jeszcze w lipcu. Inwestor, który licytację na zakup zakładów w Szczecinie oraz Gdyni wygrał już w maju, straci wtedy 8 milionów euro wadium.

Sprzedaż upadających polskich stoczni szejkom z Kataru ma być sztandarową transakcją rządu Donalda Tuska i elementem szerszej układanki, która ma zapewnić Polsce bezpieczeństwo energetyczne. Bo równolegle z transakcją stoczniową Polska zawarła z Katarem wart 11 miliardów dolarów kontrakt na dostawy skroplonego gazu. W szczecińskiej i gdyńskiej stoczni miałyby zostać zbudowane gazowce, które wydobyty w Zatoce Perskiej surowiec transportowałyby do Polski.