Ceny podnoszą wszyscy, którzy są uzależnieni od produkcji zagranicznej, a więc firmy, które sprowadzają auta, sprzęt elektroniczny czy odzież. Dilerzy motoryzacyjni w końcu ubiegłego roku nieznacznie podnieśli ceny, licząc, że osłabienie złotego jest przejściowe. Jednak, jeśli euro będzie wciąż bliskie 4,50 zł to nie będą mieli wyboru i auta w salonach podrożeją o kilkanaście procent.

>>> Złoty traci, Frank coraz bliżej 3 zł

Podobne decyzje podejmują firmy z branży informatycznej. "Producenci podnoszą ceny w euro i w dolarach, ponieważ liczba sprzedanych sztuk spada. Muszą mieć więc większą efektywność na produkcie. Odczujemy to szczególnie mocno w Polsce, ponieważ nie dość, że kurs poszedł w górę, to wzrosły także ceny jednostkowe" - wyjaśnia "Pulsowi Biznesu" Piotr Bieliński prezes firmy Action, zajmującej się dystrybucją sprzętu komputerowego.

>>> Globalny wolny handel jest zagrożony

Sprzedaż musi się opłacać. W kryzysie nie działa zasada, że obniżka ceny zwiększy popyt. "Nawet jeśli w Polsce popyt spada, sprzęt musi drożeć, ponieważ jego cena ustalana jest w dolarach. Nie jesteśmy w stanie obniżyć cen. Lepiej sprzedać mniej, niż ze stratą - mówi Wojciech Buczkowski prezes Komputronika.