Klient spłaca znacznie niższe raty niż przy zwykłym kredycie, dzięki temu, że bank naliczał część odsetek do kapitału. Jednak, ten mechanizm, doprowadził do tego, że wielu klientów tonie w długach. Osobom, które w 10 lat temu pożyczyli w ramach "Alicji" 80 tys. zł, dziś, po kilkunastu latach spłacania rat, zostało jeszcze... 100 tys. zł długu.

Klienci skarżą się, że bank oszukał klientów, wiedział, że inflacja będzie spadać, co doprowadzi do powiększenia wartość kredytu. "PKO BP wprowadził na rynek kredyt, którego nie dało się spłacić. Powinien umorzyć część długu" - mówi "Gazecie Wyborczej" jedna z klientek.

>>> W mBanku dostaniesz kredyt innego banku

Choć bank nie godzi się na darowanie części długów, to pojawiło się światełko w tunelu. Jeden z klientów wygrał w sądzie. Zaciągnął on w 1998 roku kredyt na 75 tysięcy złotych. Do dziś spłacił już 110 tysięcy, a bank wyliczył, że brakuje jeszcze 84 tysięcy zł. Sąd wyliczył, jak podaje "Gazeta Wyborcza". że gdyby zamiast "Alicji" klient zaciągnął zwykły kredyt to musiałby w sumie spłacić 120 tys. zł. I orzekł, że jeśli do już spłaconych 110 tys. zł kredytobiorca dopłaci brakujące 10 tys. zł, umowa zostanie rozwiązana.

PKO BP nie zamierza się odwoływać od decyzji sądu, ale też nie obawia się tłumu klientów, którzy pójdą za tym przykładem. Izabela Świderek-Kowalczyk, rzeczniczka banku mówi, że z względu na specyficzne okoliczności tej sprawy odnoszenie wyroku sądu do innych podobnych kredytów byłoby nieuzasadnione.

>>> Kredyt bez dopłat z rządu może być tańszy