"Dajcie miliardy, bo wyrzucimy ludzi na bruk"
Albo dostaniemy miliardy euro pomocy, albo zaczniemy zamykać fabryki i zwalniać tysiące ludzi. Zakłady samochodowe Opla, którym rząd w Berlinie odmawia pomocy, postanowiły uciec się do szantażu. Grożą, że zredukują personel w europejskich fabrykach aż o 20 procent.
- Producenci gum mogą zamykać fabryki
- Twoja firma upadła? Już jej nie stracisz
- GM zastawił patenty Opla
- Kryzys? Najgorsze dopiero przed nami
- Najgorszy kwartał w historii BMW
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 23°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mimo próśb i nalegań niemiecki rząd wciąż nie chce przekazać Oplowi pomocy z państwowych pieniędzy - podaje "Der Spiegel". Być może gabinet Angeli Merkel zgodzi się jedynie na ulgi i kredyty. Resztę zostawia poszczególnym landom, w których znajdują się zagrożone zamknięciem fabryki. A takie zakłady są trzy: w Eisenach i Bochum, jak również fabryka w Antwerpii w Belgii.
>>> Berlin chce bankructwa Opla
Groźby Opla to odpowiedź na strategię rządu, który postanowił najwidoczniej wziąć koncern na przeczekanie. Angela Merkel nie wyklucza bowiem pomocy publicznej dla producenta aut, ale uważa, że jest jeszcze na to za wcześnie. Do tego pani kanclerz bardzo źle ocenia plan ratowania Opla przygotowany przez dyrekcję koncernu.
>>> Co dalej z General Motors?
Problemy Opla wynikają z fatalnej sytuacji jego macierzystej grupy, General Motors.










































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!