Szef węgierskiego rzadu Ferenc Gyurcsany wystąpił z apelem na miniszczycie zorganizowanym w Brukseli przez Donalda Tuska. W obradach w przedstawiciestwie Polski uczestniczyło dziewięciu liderów krajów Europy Środkowo-Wschodniej. To spotkanie poprzedziło oficjalny szczyt 27 krajów Unii.

"Musimy zmniejszyć ryzyko w regionie, a to nie stanie się tylko dzięki słowom" - mówił jeszcze przed przyjazdem do Brukseli szef węgierskiego rządu. "UE musi przejąć rolę dowódczą. Pakiet ten może pomóc w zahamowaniu spadku wartości walut narodowych, który stanowi teraz największy problem w regionie" - dodał Ferenc Gyurcsany.

Europejski Program Stabilizacji oraz Integracji miałby zapewnić krótkoterminowe finansowanie rządów oraz dokapitalizowanie banków. Dodatkowo fundusze z pakietu byłyby przeznaczone na zapewnienie kapitału dla przedsiębiorstw, które mają problem z płynnością finansową. Zdaniem Gyurcsanyego pomoc objęłaby 12 krajów.

>>> Polska, Czechy i Węgry razem bronią złotego

Węgry są jednym z państw Europy Wschodniej, które najmocniej ucierpiały na obecnym kryzysie. Poważne problemy mają również kraje bałtyckie, Ukraina, Serbia oraz Białoruś. W Polsce, Czechach, na Węgrzech oraz Ukrainie waluty tracą na wartości w zatrważającym tempie.

Węgierski premier uważa również, że wahania kursów walut można zredukować poprzez szybsze przyjęcie euro przez kraje Europy Wschodniej.

Polska, czeskie przewodnictwo i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej odrzuciły w niedzielę węgierski plan pomocy dla dotkniętego kryzysem finansowym i gospodarczym regionu w wysokości 160-190 mld euro.

"W sprawie ogólnego programu, który by popierał region Europy Środkowo-Wschodniej, entuzjazmu nie było" - powiedział minister finansów Jacek Rostowski po zwołanym z inicjatywy premiera Donalda Tuska spotkaniu dziewięciu liderów państw Europy Wschodniej i Środkowej.

Rostowski zaprotestował przeciwko "podziałom kontynentu" i mówieniu o tym, że "najbardziej zagrożone są niby kraje na Wschodzie". Tłumaczył też, że gospodarki np. Polski, Czech i Słowacji są w dużo lepszej sytuacji - więc pomocy nie potrzebują.

"Są kraje należące do strefy euro w Europie Zachodniej, które są w dużo gorszej kondycji gospodarczej niż kraje nienależące do (strefy) euro w Europie Wschodniej" - powiedział dziennikarzom w kuluarach szczytu UE.

Także premier sprawujących unijne przewodnictwo Czech Mirek Topolanek wyraził się sceptycznie o węgierskim planie. "Nie sądzę, że Europa Wschodnia jest specjalnym regionem, nie sądzę, że trzeba oddzielać kilka krajów w łonie UE, popieram pomoc dla wszystkich, którzy jej potrzebują" - powiedział.