ZNTK podpisało z PKP Cargo kontrakt na utylizację 121 wagonów w minioną środę, ale dotąd nie dostarczył nawet pierwszej partii taboru. "Wagony przeznaczone do cięcia mają trafić z Białegostoku do oddalonych o 20 km Łap w poniedziałek wieczorem lub we wtorek rano" - powiedział dyrektor hadlowy ZNTK Jacek poinformował Łupiński. Do tego czasu załoga sprząta zakład, część pracuje też przy naprawie kilku wagonów na zlecenie prywatnych przewoźników.

Tuż po zawarciu kontraktu z PKP Cargo na kasację wagonów prezes ZNTK informował, że oznacza to pracę dla załogi na około trzy tygodnie. Co będzie dalej z załogą i zakładem, nie wiadomo. W środę odbędą się kolejne rozmowy z głównym zleceniodawcą PKP Cargo na temat zleceń na pierwszy kwartał 2009 roku. "PKP Cargo zapowiadało, że ogłosi przetarg na remont 1,2 tys. wagonów, ale wiele wskazuje na to, że tak się nie stanie" – ocenia łapski ZNTK. PKP Cargo zapowiadają bowiem, że aby ograniczać koszty chcą dokonywać napraw we własnym zakresie w ramach programu restrukturyzacyjnego w firmie.

Podczas spotkania w ubiegłym tygodniu w Warszawie w Izbie Gospodarczej Transportu Lądowego, w którym wzięli udział przedstawiciele PKP Cargo i wszystkich ZNTK-ów w Polsce, łapski zakład zgłosił, że aby firma przetrwała, to powinna naprawiać 200 wagonów miesięcznie. Na razie nic nie wskazuje na to, by miała takie zlecenia otrzymać. Jak podkreśla Łupiński ZNTK domaga się przetargów, by móc normalnie konkurować na rynku, w przeciwnym razie załodze grożą "potężne zwolnienia grupowe a firmie upadłość".

"ZNTK szuka zleceń na naprawy taboru u prywatnych przewoźników, ale jest o nie trudno ze względu na to, że te firmy znajdują się w innych regionach Polski, a transport to koszty, wolą naprawiać tabor w zakładach zlokalizowanych bliżej" – ocenia Łupiński i podkreśla, że 80 proc. taboru towarowego w Polsce jest w rękach PKP Cargo.

Łapskie ZNTK są spółką giełdową, 56 proc. akcji firmy ma prezes i zależna od niego firma. ZNTK SA to największy pracodawca w liczących 25 tys. mieszkańców Łapach.