Francusko-belgijska Dexia jest tzw. bankiem sektora publicznego - obsługuje finanse rządowe i samorządowe. Specjalizuje się w udzielaniu pożyczek instytucjom lokalnym, które straciły pieniądze zainwestowane w USA. W poniedziałek akcje banku straciły na wartości 30 procent.

Belgijskie władze i inwestorzy oświadczyli, że wesprą bank trzema miliardami euro. Francuski rząd obiecał kolejne trzy miliardy euro, a rząd Luksemburga 376 milionów euro. Francuzi i Belgowie zainwestują w bank, powiększając jego kapitał, a Luksemburg wykupi obligacje banku.

Od 2006 roku grupa kapitałowa Dexia działała w Polsce pod nazwą Dexia Kommunal Kredit Polska. Od niedawna polski oddział banku jest niezależny. Bank kredytuje m.in. część polskich dużych miast, pożyczając pieniądze na budowę dróg, mostów, wodociągów czy na inwestycje ekologiczne. To drugi belgijski bank, który otrzyma rządowe wsparcie. W niedzielę bank Fortis otrzymał od rządów Belgii, Danii i Luksemburga obietnicę pomocy w wysokości 11 miliardów euro.

>>>Państwowe pieniądze ratują prywatne banki

Tymczasem wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak uspokaja. "Na szczęście powiązania polskiego systemu finansowego z amerykańskim nie są tak mocne, by groził nam kryzys" - powiedział Pawlak w programie TVP "Kwadrans po ósmej". Przypomniał, że notowane na giełdzie banki działają w naszym kraju na podstawie polskiego prawa i nie ma sygnałów, by korzystały z "ryzykownych instrumentów finansowych", jakie wepchnęły w kryzys banki amerykańskie oraz powiązane z nimi instytucje finansowe w Europie.

"Chwała Bogu, nie doszliśmy w Polsce do tak wyrafinowanych i skomplikowanych instrumentów finansowych, jak w USA" - mówił Pawlak. "Jeśli w czwartek władze USA przyjmą plan ratunkowy, to wszystko odbije w górę" - dodał wicepremier.