To jeszcze niepełne zatarcie skutków II wojny światowej i dziesięcioleci sowieckiej okupacji, ale postęp jest widoczny gołym okiem. Przed 1938 r. ówczesna Czechosłowacja była państwem o wiele bogatszym nie tylko niż Portugalia, ale nawet Hiszpania.

Dziś Hiszpanie żyją wciąż lepiej od Czechów, jednak nasi południowi sąsiedzi szybko pną się do góry. Jak wskazują najnowsze dane Eurostatu, w którym brana jest pod uwagę realna moc nabywcza walut narodowych, przeciętnego Czecha stać już tylko na 1/5 mniej dóbr niż Włocha czy Hiszpana i 1/4 mniej niż Niemca.

Nie mniej spektakularne postępy robią Bałtowie. W Estonii już teraz żyje się lepiej niż w Portugalii, choć jeszcze 10 lat temu oba kraje dzieliła cywilizacyjna przepaść. Tak spektakularnymi wynikami nie mogą się co prawda pochwalić pozostałe dwie republiki bałtyckie, ale i tu nastąpił skok. Siła nabywcza mieszkańca Litwy i Łotwy - krajów, które jeszcze 17 lat temu były częścią Związku Sowieckiego – obecnie jest już tylko o 1/3 mniejsza niż Włocha czy Hiszpana.

Polsce zasypywanie tej przepaści przychodzi nieco trudniej. Jednym z powodów jest wielkość naszego kraju - byliśmy największym spośród 10 państw przystepującym do Wspólnoty 1 maja 2004 r. - a także o wiele większe znaczenie rolnictwa i tradycyjnych gałęzi przemysłu w gospodarce. Jednak o ile dekadę temu stać nas było na zaledwie 1/3 tego, co statystycznego Niemca, to dziś jest to już połowa. A według prognoz Eurostatu w tym roku dochód przeciętnego Polaka osiągnie prawie 57 proc. tego, na co może liczyć średnio mieszkaniec Unii Europejskiej. Wśród krajów Wspólnoty, które mają za sobą doświadczenia komunizmu, już tylko Rumunia i Bułgaria wciąż znajdują się w ogonie, ale trzeba pamiętać, że ich unijny staż jest najkrótszy.

Eksperci zaznaczają, że postęp krajów postkomunistycznych wcale nie wynika z dopływu unijnych dotacji, bo tak naprawdę wielkie pieniądze z brukselskiej kasy dopiero nachodzą.

"Rozwój w krajach Europy środkowej i wschodniej napędzają ambitne i przedsiębiorcze młode pokolenia. To dzięki nim gospodarki tych państw są otwarte na zagranicznych inwestorów. Dobrym przykładem jest tu Słowacja, która radykalnie zwróciła się ku gospodarczemu liberalizmowi i po wprowadzeniu podatku liniowego jej wzrost sięgnął w pewnym momencie dziewięć procent" - mówi DZIENNIK Robin Shepherd, ekspert Chatham House.

Sukces państw dawnego bloku wschodniego na tle starych państw UE jest na tyle duży, że grozi wręcz zepchnięciem do drugiej ligi tych krajów zachodnich, które na tyle zgnuśniały, że nie mogą znaleźć w sobie wystarczająco dużo odwagi dla przeprowadzenia wolnorynkowych reform. To przede wszystkim przypadek Włoch, gdzie jeszcze 10 lat temu poziom życia był o 1/5 wyższy od średniej europejskiej, a dziś ledwo mieści się w przeciętnej Unii i jest już niższy niż w Hiszpanii.

"Starzy członkowie Unii są dziś przede wszystkim nastawieni na bezpieczeństwo socjalne i gwarancje zatrudnienia, a mniej na rozwój. Dlatego dogonienie ich przez nowych, ambitnych członków Wspólnoty to tylko kwestia czasu" - uważa Shepherd.