Co prawda giełdowa cena koncernu wynosi dziś około 7 miliardów złotych, lecz jest to raczej punkt wyjścia do jej podbicia - podaje serwis rp.pl. Wynika to z atrakcyjnej rynkowej pozycji Enei, która kontroluje 15 procent sprzedaży i około 10 procent produkcji krajowej energii.

Ponadto w kasie firmy są 2 miliardy złotych z zeszłorocznej emisji akcji, a przewidywana zwyżka cen prądu w najbliższych latach sprawia, iż przyszłość spółki jawi się całkiem jasno. Możliwe również, że już wkrótce uzyska ona zwrot nadpłaconej akcyzy (według Komisji Europejskiej mają ją płacić producenci, a nie sprzedawcy prądu).

>>> Skarb Państwa zarobi miliardy na prywatyzacji

Jeśli konflikt pomiędzy ministrami skarbu i gospodarki w sprawie sposobu sprzedaży spółek energentycznych (między innymi Taurona i Energi) nie zostanie dzisiaj zażegnany, prywatyzacja Enei będzie prawdopodobnie jedyną tegoroczną w tej branży. Chętnych jednak nie powinno zabraknąć. Głównym kandydatem jest posiadający już 18,67 procent akcji koncernu szwedzki Vattenfall (producent ciepła w Warszawie i dystrybutor prądu na Górnym Śląsku).

Gorąca atmosfera wokół Enei udziela się również warszawskiej giełdzie - wczoraj akcje spółki zyskały 8,4 procent, a dziś rośnie o ponad pięć.