Z raportu Najwyższej Izby Kontroli, do którego dotarła "Gazeta Prawna", wynika, że w okresie od 2006 r. do początku 2008 r. miasta ściągnęły zaledwie 38 proc. zaległości z podatków i opłat. Na koniec 2007 r. dłużnicy byli winni gminom aż 683 mln zł. Chodzi o należności z podatku od nieruchomości, od posiadania psa, opłat targowych, uzdrowiskowych czy parkingowych. Ogólna kwota zaległości w okresie 2006 - początek 2008 roku zmalała w porównaniu z latami wcześniejszymi, ale NIK ostrzega, że w niektórych miastach zaległości rosną. W rezultacie gminy tracą miliony złotych, które mogłyby zostać przeznaczone na nowe inwestycje.

"Milionowym zaległościom sprzyja brak właściwych procedur postępowania. Przepisy nie określają terminów wystawiania upomnień, tytułów wykonawczych oraz podejmowania czynności egzekucyjnych. Tylko od woli prezydentów zależy ustalenie i wprowadzenie w urzędach jasnych procedur ściągania opłat" - tłumaczy Małgorzata Pomianowska z NIK.

Wygląda na to, że prezydenci radzą sobie ze ściąganiem niewielkich sum, które płaci Nowak. Nie radzą sobie z firmami, które upadają lub których nie stać na zapłacenie. Jeżeli jest szansa na uratowanie podupadłej firmy, miasto powinno pomóc, np. rozkładając podatek na raty. Bezczynności prezydentów w ściąganiu należnych sum jest niezrozumiała. Aby wysłać upomnienie lub wystawić tytuły wykonawcze, nie trzeba przecież ani wielkich nakładów środków, ani nadludzkiej pracy urzędników.

>>>Więcej informacji o tym jak miasta tracą miliony z podatków lokalnych - na gazetaprawna.pl

p