Zarzuty dotyczą dwóch zapisów umów. Pierwszy dotyczy zbyt ogólnych warunków, wedle których banki mogą zmieniać oprocentowanie kredytów. Drugi to zapis, który zobowiązuje klienta do informowania o zmianie swej sytuacji finansowej, a jak tłumaczy rzeczniczka Urzędu Małgorzata Cieloch dokładnie nie wiadomo co to oznacza. "Kwestionujemy takie klauzule, które pozwalają na zbyt dowolną interpretacje. Banki mogą więc, tak jak to ma miejsce obecnie, wykorzystywać je działając na niekorzyść klienta" - powiedziała DZIENNIKOWI Małgorzata Cieloch.

>>>Bank zmienił umowę? Trafi do sądu

Urząd podkreśla, że nie kwestionuje samej możliwości renegocjacji umów. "Jednak klient musi znać szczegółowe warunki zmiany zasad w trakcie często trzydziestu lat spłaty" - dodaje Cieloch. Zastrzeżenia dotyczą, nie tylko zapisów, ale i praktyk. Chodzi tu zwłaszcza o m.in. o postępowanie banku. Instytucja ta proponuje klientom, by to oni, rzekomo z własnej inicjatywy, wnioskowali o podwyższenie marży.

Wątpliwości urzędu budzą także brak możliwości przejrzenia aneksów do umów, których podpisanie proponuje bank. "Jeden podpis decyduje o wielu latach. Nie może być tak, aby klient miał kilka minut do namysłu" - podkreśla Cieloch.

BRE nie jest jedynym bankiem, któremu UOKiK wypowiedział wojnę. Urząd zapowiada, że jeszcze przed Wielkanocą skieruje do sądu wnioski przeciw kolejnym instytucjom, które mają w umowach zapisy niekorzystne dla klientów.