Wskaźnik WIG zyskał na otwarciu dzisiejszej sesji 0,75 proc. i doszedł do 28467,62 pkt, WIG20 odpowiednio 1 proc. i 1868,33 pkt. Na warszawskiej giełdzie optymizm panuje już od początku tygodnia. Z każdym dniem rosną blue chipy i co ważne, rozpędu nabierają także obroty. Wprawdzie w poniedziałek tylko nieznacznie przekroczyły 800 mln zł, ale wczoraj zbliżyły się do 1,2 mld zł. Jest szansa, że WIG20 już dzisiaj zaatakuje poziom 1,9 tys. pkt. Zdaniem analityków perspektywy polskiego rynku akcji w najbliższych tygodniach są dobre, co dotyczy zwłaszcza dużych i płynnych spółek. Mniejsze, nieuczestniczące w ostatnich wzrostach, też w konsekwencji ruszą do góry, tyle że nieco później, a i skala ich wzrostów może być też mniejsza.

Po wczorajszej decyzji FOMC (amerykańskiego odpowiednika RPP) o ścięciu głównej stopy procentowej do 0,25 proc. i oświadczeniu Bena Bernanke, szefa Fedu, że przyszedł czas na skupowanie m.in. amerykańskich obligacji, indeksy na Wall Street efektownie wystrzeliły i zyskiwały na wartości aż do ostatnich minut wtorkowego handlu. Wstrzemięźliwość zachowali inwestorzy na Dalekim Wschodzie. Po wysokim wtorkowym owarciu azjatyckie indeksy szybko zjechały w dół i balansowały na granicy spadków. Zanotował je dzisiaj: Nikkei 225 spadł o 1,12 proc, do 8568,02 pkt, chiński CSI 300 wzrósł natomiast o 1 proc. i wyniósł 1994,45 pkt.

W krótkim terminie zagrożeniem dla warszawskiej GPW jest korekta na Wall Street oraz wygasające w najbliższy piątek grudniowe kontrakty terminowe, co - jak wczoraj ostrzegł KNF - może skutkować silną podażą akcji. Ostrzeżenia te minimalizują możliwość zaistnienia negatywnego scenariusza w piątek. Nie można jednak wykluczyć, że taka podaż akcji od gracza z rynku terminowego pojawi się dziś lub jutro.