Ekonomiści są zaniepokojeni. Mamy ujemne saldo w rozliczeniach z UE. Do jej budżetu wpłaciliśmy z tytułu składek i członkostwa 462 mln euro, a otrzymaliśmy 285 mln euro. "Deficyt w rozliczeniach ze Wspólnotą nastąpił już drugi miesiąc z rzędu" - podkreśla Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ. Jego zdaniem dowodzi to, że nie potrafimy wykorzystywać środków z UE.

Wczorajsze dane o bilansie płatniczym przyczyniły się do osłabienia złotego o 2 proc. wobec euro, które po południu kosztowało 3,95 zł.

Nikt nie spodziewał się też tak słabego wyniku eksportu - jest on najgorszy od ośmiu lat. Analitycy oczekiwali, że jego dynamika spadnie co najwyżej do ok. 7 proc. z 22,5 proc. we wrześniu. "Spadek sprzedaży na rynkach zagranicznych jest zaskakujący" - mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego. Jego zdaniem eksport osłabł znacznie więcej, niż wynikałoby z pogorszenia popytu w krajach, które są największymi odbiorcami naszych towarów. "Firmy ograniczyły produkcję i wysyłkę towarów po tym, jak w październiku objawił się z całą mocą kryzys na rynkach finansowych. Prawdopodobnie przedsiębiorstwa wspólnie z kontrahentami czekały na wyjaśnienie się sytuacji" - ocenia Kalisz.

Co gorsza, zdaniem analityków perspektywy też nie są najlepsze. "Nie można wykluczyć, że w najbliższych miesiącach dynamika eksportu też będzie ujemna" - twierdzi Adam Antoniak, ekonomista BPH. Ale jego zdaniem to się zmieni. "W wyniku kryzysu zagraniczne przedsiębiorstwa będą zmuszone ciąć koszty i będą szukały tańszych dostawców. Polskie firmy mogą to wykorzystać, ponieważ oferują dobrej jakości produkty po konkurencyjnych cenach" - uważa Antoniak.

W październiku wyhamował też import, który miał wartość 12,1 mld euro i był o 4,5 proc. większy niż przed rokiem. Analitycy są zgodni, że musiało się tak stać przy m.in. spadku eksportu, bo część importowanych towarów wykorzystywana jest do produkcji wyrobów sprzedawanych na zagranicznych rynkach.