Węgry: koniec życia na kredyt
Koniec węgierskich marzeń o dobrobycie i szybkim dogonieniu zachodnich standardów życia. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Unia Europejska i Bank Światowy zwarły wczoraj szyki, aby uratować kosztem 25 miliardów dolarów rząd w Budapeszcie przed bankructwem. Nie wiadomo jednak, czy pomoc ta wystarczy, by wyciągnąć kraj z głębokiej recesji - czytamy w DZIENNIKU.
- Terror w Budapeszcie, Węgrzy w panice
- Bank chciał pogrążyć Polskę w kryzysie
- Koniec kredytów we frankach
- Rumunia w finansowej agonii
- Weźmiesz kredyt we frankach dzięki NBP
- Islandia dostała pożyczkę
- Bruksela: Polska będzie lokomotywą Unii
- MFW pomoże forintowi. Zyska też złotówka?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To pierwszy przykład, kiedy w sukurs kraju należącego do Unii musi przychodzić MFW. Do tej pory waszyngtońska organizacja zajmowała się państwami z innej ligii jak Ukraina i Pakistan, a także malutką Islandią. Ale Węgry od lat pracowały na to wątpliwe wyróżnienie. Mimo rosnącego deficytu w wymianie z zagranicą socjalistyczny rząd Ferenca Gyurcsanyego szeroką ręką rozdawał przywileje socjalne. Wielu ekonomistów uważało takie "życie na kredyt" za nie do utrzymania. Gdy przyszedł kryzys finansowy, zagraniczni inwestorzy szukający bezpiecznych lokat czym prędzej zaczęli więc likwidować pozycje na Węgrzech. Doprowadziło to do załamania forinta, a w oczy węgierskiego państwa zajrzało widmo finansowej ruiny.
Teraz to ryzyko zostało oddalone. Do pakietu MFW dołożyły się Niemcy, Włochy, Austria, godząc się na uruchomienie specjalnego funduszu pomocowego Unii Europejskiej dla Węgier. Dlaczego? To niemieckie, włoskie i austriackie banki w największym stopniu zaangażowały się nad Dunajem, przejmując większość węgierskiego sektora finansowego. One też zapłaciłyby wyjątkowo dużo za załamanie węgierskich finansów.
Władzom w Berlinie, Rzymie i Wiedniu chodziło jednak także o powstrzymanie efektu domina. Na to, co się dzieje na Węgrzech, nerwowym okiem patrzą Litwini, Łotysze i Estończycy, a także Rumuni i Bułgarzy. W tych krajach deficyt rachunku bieżącego jest bowiem o wiele większy niż u Węgrów. Gdyby więc na pomoc władzom w Budapeszcie nie przyszła Bruksela, bankructwo mogłoby zagrozić kolejnym kilku państwom naszego regionu.
Cena za zagraniczną pomoc jest jednak bolesna. Węgrzy musieli się zobowiązać do radykalnego ograniczenia wydatków socjalnych. Nie wiadomo, czy te wyrzeczenia wystarczą, by przezwyciężyć głęboką recesję. Eksperci ostrzegają, że już nie tylko w tym roku, ale także i w przyszłym dochód narodowy kraju będzie spadał. W kraju szybko rośnie bezrobocie. Zdaniem urzędników w Brukseli, jeśli kryzys nie dotknie zbyt boleśnie Polski, nie jest wykluczone, że w ciągu 2 - 3 lat poziom życia w naszym kraju przekroczy ten na Węgrzech.
Jeszcze poważniejsze mogą być skutki polityczne obecnego kryzysu. Od przystąpienia do Unii Europejskiej przed blisko pięciu laty Węgry należały do grona krajów najbardziej entuzjastycznie nastawionych do integracji. Teraz jednak Węgrzy zaczynają żałować liberalnej polityki prowadzonej od lat z inicjatywy Brukseli. Jednym z problemów jest sprzedaż niemal wszystkich banków zagranicznym instytucjom finansowym. Dziś Węgrzy uważają, że radykalne zaostrzenie przez nie warunków udzielania kredytów jest spowodowane repatriacją funduszy do Niemiec, Włoch czy Austrii, aby uchronić tamtejszych właścicieli kont. Tygodnik "Economist" obawia się, że tak gwałtowne pogorszenie nastrojów może otworzyć drogę dla populistycznych polityków a nawet doprowadzić do zaostrzenia stosunków z Rumunią i Słowacją, gdzie mieszka duża mniejszość węgierska.
"Od przystąpienia do Unii Hiszpania skorzystała z 25 lat szybkiego wzrostu gospodarczego, dzięki któremu właściwie osiągnęła poziom życia Niemiec. Byłoby tragicznie, gdyby bardzo udany proces doganiania przez nowe kraje Unii poziomu życia na Zachodzie, którego początki są bardzo obiecujące, załamał się już po pięciu latach" - mówi DZIENNIKOWI Nicolas Veron, ekonomista brukselskiego Instytutu Bruegla.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!