Banki wycofały z internetu nazwiska i adresy dłużników
Bank Hipoteczny BPH i Deutsche Bank PBC zdjęły ze swoich stron informacje o nazwiskach i adresach dłużników. "Po publikacji DZIENNIKA doszliśmy do wniosku, że to może być oceniane jako działanie nieetyczne" - przyznaje Jerzy Tofil, członek zarządu BH BPH.
- Dłużnicy banków ujawnieni w internecie
- Rekordzista ma 73 miliony złotych długu
- Możesz być dłużnikiem spłaciwszy wszystkie raty
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-02-11

temp. min -23°C max. -3°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
O tej bulwersującej praktyce DZIENNIK pisał dwa dni temu. Dwa duże banki zamieściły na swoich stronach ogłoszenia o wierzytelnościach na sprzedaż. A w nich dane: jak się nazywa i ile jest winien dłużnik, a nawet jaki ma adres. Jednym z nich był Piotr G. Przestał korzystać z konta, ale go nie zamknął i urósł mu rachunek za opłaty w sumie do ok. 400 zł. Znalazł się na imiennej liście obok ludzi, którzy nie spłacają wielomilionowych kredytów. O tym, że tam figuruje z imienia i nazwiska, dowiedział się od nas. Po artykule DZIENNIKA sprawa stała się głośna. Podchwyciły ją inne media. Wczoraj banki wycofały ogłoszenia z internetu.
Jerzy Tofil z zarządu BH BPH nie ukrywa, że na decyzję wpłynęła właśnie nasza publikacja. "Dostaliśmy z mediów silny sygnał, że praktyka jest wątpliwa etycznie i że jej odbiór nie jest pozytywny" - tłumaczy.
Sabina Salamon, rzeczniczka Deutsche Bank PBC, zdjęcie listy dłużników tłumaczy sucho: "Zakończył się proces informacyjny związany ze sprzedażą pakietu wierzytelności".
Sprawa nie jest jednak zamknięta, bo listy dłużników z ich danymi osobowymi wciąż będą się pojawiać, tyle że w prasie. "Nie będziemy już ogłaszać danych o dłużnikach w internecie, tylko tak jak do tej pory w <Rzeczpospolitej>" - mówi Jerzy Tofil z BH BPH. "Bo takie publikacje to zwyczajna praktyka. W gazetach co drugi dzień można znaleźć listy sprzedaży wierzytelności przez banki".
Dlaczego banki tak robią? BH BPH sprzedaje nieruchomości, które klienci przekazali jako zastaw kredytów. " Za nimi stoją duże pieniądze" - tłumaczy Jerzy Tofil. "Jeżeli sprzedaż jest jawna, nikt nie wątpi w klarowność transakcji".
"Banki działają w oparciu o prawo" - mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych. "Pozwala im na to ustawa o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków".
Czy trzeba jednak publikować nazwiska dłużników w ogłoszeniu prasowym? "Tak, bo wtedy oferta jest atrakcyjna dla potencjalnego klienta" - odpowiada zdecydowanie Jerzy Bańka, dyrektor ds. Legislacyjno-Prawnych Związku Banków Polskich. I dodaje: "Jest to zgodne z prawem, które w takich sytuacjach pozwala na odstąpienie od tajemnicy bankowej. A bank zawsze powiadamia dłużnika, że będzie sprzedawał jego wierzytelność".
Do Piotra G. taka informacja nie dotarła. "To kłamczuch" - mówi Bańka. "Każdy dłużnik kłamie, każdy trafia na taką listę na własne życzenie". - dodaje


















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!