Wczoraj wieczorem dolar oddał nieco pola za sprawą lepszych nastrojów na rynkach akcji – indeksy odreagowały w ten sposób wcześniejsze spadki wywołane obawami o kondycję sektora bankowego w Europie, a także zaostrzającą się sytuacją na półwyspie koreańskim - pisze Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Do zwyżki mogły się przyczynić też plany dalszego zaostrzenia krótkiej sprzedaży w Niemczech, a także słowa aktywnego w tym roku członka FOMC, Jamesa Bullarda, który powtórzył, iż stopy procentowe w USA nie powinny być podniesione wcześniej, niż w 2011 r. Inwestorzy za dobrą monetę mogli też przyjąć zapowiedzi cięć budżetowych we Włoszech na kwotę 24 mld EUR w ciągu najbliższych dwóch lat.

W efekcie wieczorem notowania EUR/USD wzrosły w okolice 1,2388 przełamując tym samym rejon 1,2330. Jak się jednak okazało w trakcie kolejnych godzin, nie był to żaden wiążący sygnał.Zaszkodziły słowa szefa FED, który uświadomił inwestorom, iż wsparcie banku centralnego w postaci dolarowych linii swapowych nie będzie trwać wiecznie. W efekcie o poranku kursy wróciły w okolice 1,2265, aby jednak w ciągu kolejnych godzin podjąć kolejną próbę zwyżki powyżej 1,23.

Widać wyraźnie, iż zaczyna się tzw. szukanie dołka, inaczej zwane „polowaniem na okazje”. Ten drugi termin często jest używany przez inwestorów operujących na giełdzie. I tak dzisiaj jest to widoczne na europejskich rynkach akcji, co dodatkowo wspiera notowania EUR/USD. Dzisiaj uwaga rynków skupi się na wynikach aukcji obligacji w Portugalii, konferencji gospodarczej OECD (główny ekonomista tej instytucji przyznał, iż słabe euro wspiera europejską gospodarkę), a także dyskontowanie wyników europejskiej podróży Sekretarza Skarbu USA.

Dzisiaj Timothy Geithner spotka się w Londynie z nowym szefem brytyjskich finansów, a jutro we Frankfurcie z szefem ECB i niemieckim ministrem finansów. Nietrudno się domyśleć, że jednym z głównych tematów będzie sytuacja w strefie euro, oraz plany narzucenia większych regulacji dla rynków finansowych. Poza tym z danych makro warto będzie zwrócić uwagę na dane z USA o zamówieniach na dobra trwałego użytku i sprzedaż nowych domów w kwietniu.

A co ze złotym? Niewątpliwie nieoczekiwany spadek sprzedaży detalicznej w kwietniu o 1,6 proc. r/r nie jest dobrą informacją. Stawia on pod znakiem zapytania prognozy wzrostu gospodarczego na II kwartał. Zwłaszcza, że jeżeli teraz niektórzy zaczynają to tłumaczyć tragedią w Smoleńsku, to równie dobrze słaby maj będzie uzasadniony sytuacją powodziową. Z drugiej strony łagodzą to lepsze dane o bezrobociu, które spadło w kwietniu do 12,3 proc. z 12,9 proc. (oczek. 12,6 proc.). Na razie jednak te dane nie zachwiały złotym, który w większym stopniu jest zależny od sytuacji na rynkach światowych. O godz. 10:15 euro oscylowało wokół 4,14 zł, a dolar wokół 3,36 zł. Nasza waluta była, zatem mocniejsza, niż wczoraj. Trzeba jednak mieć na uwadze to, iż w przypadku pogorszenia się globalnych nastrojów, inwestorzy dość szybko przypomną sobie o słabszych danych Polski.

EUR/PLN: W nocy kurs wrócił nawet na 4,12, co pokazuje duże rozchwianie rynku w ostatnich dniach. Nadal jednak widoczny jest trend wzrostowy i tego wypada się trzymać. Ujęcie dzienne nie wyklucza ponownego testu okolic 4,16-4,17 w najbliższym czasie. Dopiero spadek poniżej 4,10, byłby sygnałem, iż scenariusz wzrostowy zaczyna tracić na aktualności.

USD/PLN: Wczorajsze niezbyt udane wybicie na nowy szczyt (popyt nie utrzymał długo zdobytych pozycji), tylko w niewielkim stopniu jest sygnałem słabości rynku. W efekcie nadal można mówić o szansach na udany atak w stronę 3,40, co sugerują dzienne wykresy. Dopiero spadek poniżej 3,30-3,32 zaprzeczy temu scenariuszowi.

EUR/USD: Widoczna jest próba budowania formacji podwójnego dna w obszarze 1,2140-80. Trudno ocenić, czy będzie ona udana. Wprawdzie dzienne wskaźniki mogą tą koncepcję wspierać, ale biorąc pod uwagę siłę dotychczasowego trendu, cały czas istnieje ryzyko powrotu do silnych spadków. Istotnym oporem jest teraz poziom 1,2380-1,2400.

GBP/USD: Funt wybronił się przy 1,4250 co sygnalizuje wejście w trend boczny, a ryzyko zniżki na 1,40 oddaliło się. Trudno jednak zakładać, iż teraz zobaczymy już tylko wzrosty do 1,45. Wciąż nie można wykluczyć ponownego testu dolnej strefy konsolidacji (1,4250-1,4300).