Osiem miesięcy po rozstrzygnięciu pięciu przetargów na budowę autostrady z Łodzi do stolicy po szokująco niskich cenach wykonawcy zaczynają się starać o zwiększenie zapłaty. To początek lawiny roszczeń – ostrzegają eksperci

Paweł Antonik, prezes polskiego oddziału austriackiego Strabagu, który buduje odcinek autostrady A2 pod Grodziskiem, powiedział „DGP”, że koszty inwestycji wystrzeliły w górę. "Zwiększył się zakres inwestycji, a to przekłada się na wydatki" - tłumaczy Paweł Antonik. Eksperci, z którymi rozmawiał „DGP”, twierdzą, że za tymi tłumaczeniami może się kryć próba ucieczki od odpowiedzialności za przetargi wygrywane z cenami na granicy rzeczywistych kosztów.

"Mówienie o zwiększonym zakresie prac to czysta dyplomacja. Firmy zmuszone warunkami przetargów do szaleńczej rywalizacji jedynie na ceny próbują teraz bronić się przed stratami. Nikt nie chce dołożyć do inwestycji" - uważa Adrian Furgalski, ekspert rynku infrastruktury.

Analizy podnoszą cenę

We wrześniu 2009 r. Strabag wygrał przetarg na budowę jednego z odcinków trasy A2 z ceną 643,8 mln zł. To o ponad 356 mln taniej, niż wynosił kosztorys Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Teraz koncern szacuje, że do ukończenia inwestycji będzie potrzebował dodatkowych kilkudziesięciu milionów złotych. "To bliżej 50 – 60 mln zł niż 20" - precyzuje Paweł Antonik, ale ostatecznej wartości nie chce podać. Firma wciąż szacuje, o ile wzrosną koszty.

Strabag tłumaczy, że budowę znacznie podraża większa liczba ekranów akustycznych, które musi ustawić wzdłuż trasy. To zasadnicza rozbieżność z programem funkcjonalno-użytkowym wykonanym przez Strabag na podstawie dokumentacji GDDKiA. To opracowanie posłużyło do przygotowania supertaniej oferty w przetargu.

Jak twierdzi szef austriackiego koncernu, montaż większej liczby ekranów wymusiła analiza ruchu, która wykazała, że drogą będzie jeździć więcej tirów. Nie po myśli wykonawcy są też badania geotechniczne. Analiza podłoża stwierdza, że firma będzie musiała całkowicie wymienić część gruntu pod fragmentami autostrady albo wzmocnić go kosztownymi zastrzykami z betonu.

Wszyscy liczą

"Gdybym o tym wiedział rok temu, cena zaproponowana w przetargu byłaby wyższa" - zastrzega Paweł Antonik. Z informacji „DGP” wynika, że z wyższymi kosztami budowy mogą się także borykać wykonawcy pozostałych odcinków A2. Ich przedstawiciele na razie są ostrożni. "Jesteśmy w trakcie analizy dokumentacji. Nie można wykluczyć wystąpienia o dodatkowe wynagrodzenie" - mówi Kinga Baranowska z Mostostalu Warszawa.

W podobnym tonie wypowiada się Krzysztof Kozioł, rzecznik Budimeksu: "Analizujemy temat, liczymy, za 2 – 3 tygodnie będziemy wiedzieli, jak wygląda sytuacja".

Dwa fragmenty A2 o łącznej długości 49,2 km za prawie 1,29 mld zł zrealizuje Covec. Gigant zza Wielkiego Muru, który wygrywając przetarg na A2, wdarł się na unijny rynek, zaoferował, że zbuduje drogę z ponad 50-proc. obniżką. Gou Ling, wicedyrektor polskiego oddziału Covec, w rozmowie z „DGP” nie wykluczył, że w przypadku zmian zakresu budowy koncern wystąpi o podniesienie wynagrodzenia. "Na razie jednak nic takiego nie stwierdziliśmy" - mówi Gou Ling.

GDDKiA będzie twarda

Marcin Hadaj z GDDKiA potwierdza, że wykonawcy A2 zaczęli wspominać o wzroście kosztów. Wstępne zgłoszenia dotyczą przede wszystkim ekranów akustycznych – mówi Marcin Hadaj, ale zastrzega, że w tej sprawie nie toczą się jeszcze żadne negocjacje. "Całość ryzyka związanego z przygotowaniem budowy i jej realizacją leży po stronie naszych kontrahentów. Wykonawcy w swoich ofertach musieli brać pod uwagę wystąpienie nieprzewidzianych zdarzeń i wliczyć je w koszty. Nie ma żadnych powodów, dla których koszty GDDKiA mogłyby zostać zwiększone" - dodaje Hadaj.

Jak jednak nieoficjalnie dowiaduje się „DGP”, nieprzejednana postawa drogowców to w rzeczywistości twarde otwarcie negocjacji na temat podniesienia wynagrodzeń, ale tylko w uzasadnionych przypadkach. Powód – presja Euro 2012.

"Sukces na A2 jest potrzebny rządowi. GDDKiA nie będzie mogła sobie pozwolić nie tylko na zrywanie kontraktów, ale nawet na niewielkie opóźnienia w budowie. Firmy mogą więc postawić na swoim" - mówi Adrian Furgalski. Przewiduje, że w ślady wykonawców A2 mogą pójść inni.Jeszcze do niedawna rząd chwalił się, że na drogowych przetargach zaoszczędził 9 mld zł. Firmy mogą teraz zwrócić się po dopłatę, bo inaczej nowych dróg nie da się wybudować.