Przedsiębiorca z Kędzierzyna-Koźla za 2,4 mln zł ze środków unijnych miał zorganizować sprawny system recyclingu. Interes wydawał się pewny. W końcu segregacja odpadów przynosi coraz większe zyski. A jeszcze połączona ze wsparciem z Unii Europejskiej? To się nie mogło nie udać. Jednak przedsiębiorca się przeliczył. Nie wypełnił wszystkich warunków zapisanych w umowie. W konsekwencji dzisiaj musi zwrócić państwu całą sumę z odsetkami. To tylko jedna z kilkunastu spraw, jakie w ostatnich miesiącach trafiły do Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa (PGSP).

Wystarczy mały błąd

– W przypadku naruszeń zasad Polska jako państwo członkowskie musi zwrócić takie środki do budżetu Unii Europejskiej, a zatem organy państwa są zmuszone do dochodzenia ich zwrotu od beneficjentów – tak dyrektor biura prezesa PGSP Krzysztof Jastrzębski tłumaczy, dlaczego ta instytucja zaczęła zajmować się tymi sprawami. Każda z nich ma wartość od kilkuset tysięcy nawet do kilku milionów złotych. Przedsiębiorstwa, fundacje i samorządy będą musiały łącznie oddać kilkanaście milionów złotych.

Sprawy, które trafiły do PGSP, dotyczą projektów realizowanych w ramach programów: Sektorowego Programu Operacyjnego Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw, Sektorowego Programu Operacyjnego Rozwój Zasobów Ludzkich, Programu Inicjatywy Wspólnotowej EQUAL dla Polski 2004 – 2006, a nawet środków przedakcesyjnych. – Czasem może się wydawać, że dotacje trzeba zwrócić z błahych powodów, ale tu nie ma zmiłuj i wszystkie punkty umowy, nawet te najdrobniejsze, muszą być dotrzymane – mówi Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego, a dziś prezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości. Dodaje, że do tej pory wydawanie dotacji w Polsce szło całkiem nieźle i procent zwrotów był niewielki. Pieniądze, które mają być zwrócone, to niewielka część tego, co wydawane jest w Polsce z unijnych pieniędzy. – Mam nadzieję, że dalej tak będzie, ale rzeczywiście pojawia się sporo sygnałów o tym, że nie wszyscy dają sobie radę z ich sprawnym wydawaniem i rozliczaniem – mówi Kwieciński.

czytaj dalej >>>


80 mln zł straty

Właśnie z powodu takich błędów połączonych z nadmierną wiarą we własne możliwości Ministerstwo Rozwoju Regionalnego kilka tygodni temu musiało odebrać blisko 80 mln zł dotacji Krosnu, Jasłu, Międzyrzecowi Podlaskiemu, gminie Jędrzejów, powiatowi rzeszowskiemu, sandomierskiej fundacji Signum Temporis oraz spółce Nucleagena. Wszystkie dostały środki na specjalnych zasadach, bez konkursu, jako projekty kluczowe w Programie Operacyjnym Rozwój Polski Wschodniej.

Krosno, Jasło, Międzyrzec i powiat rzeszowski miały za te pieniądze przygotować tereny pod inwestycje biznesowe. Fundacja Signum Temporis chciała zbudować w Sandomierzu Centrum Kształcenia i Wymiany Myśli Europejskiej. Zaś spółka Nucleagena – Warmińsko-Mazurskie Centrum Genetyki Molekularnej. Łączna wartość projektów to ponad 120 mln zł, z których Unia miała sfinansować dwie trzecie. Jednak beneficjenci nie dotrzymali terminów. Nie wykupili gruntów i nie przygotowali na czas dokumentacji. Efekt: zostali skreśleni z listy, tracąc dotacje.

Jednak nie tylko problemy z dotrzymaniem zasad przyznania dotacji mogą być powodem wzrostu kwot do zwrotu. Za kilka miesięcy miną dwa lata, od kiedy przedsiębiorstwa dostały pierwsze dotacje z Programu Operacyjnego 8.1, czyli na e-biznes. Miały się w tym czasie rozwinąć. Jednak jak pokazał niedawny raport portalu TwojaEuropa.pl, na sto projektów z najwyższą kwotą dofinansowania, blisko połowa nadal nie ujrzała światła dziennego. Nie mają swoich stron internetowych, a części nie można było nawet odnaleźć przez wyszukiwarkę Google. – Jest realna obawa, że sposób przyznawania dotacji w tym programie w latach 2008 – 2009 mógł zaowocować dopuszczeniem projektów, które nie mają szans na osiągnięcie sukcesu, a w efekcie ich autorzy będą musieli zwracać pieniądze – tłumaczy Kwieciński.