Po godzinie w iPKO wszystko wróciło do normy. Faktycznie, zawsze wraca. Rzecz tylko w tym, że klienci muszą się oswoić z coraz częstszymi awariami i trudnościami w dostępie do swoich pieniędzy. W kwietniu w odstępie dwóch dni padły systemy bankowości internetowej w PKO BP i Pekao. Problemy mieli też klienci Alior Banku. W sumie awarie dotknęły ponad 5,5 mln Polaków. Szczególnie dotkliwa była ta w PKO BP – przez prawie pięć godzin nie działały nawet bankomaty.

Mija miesiąc i mamy kolejny czarny dzień e-bankowości. 10 maja padły systemy aż 5 banków, w tym największego internetowego mBanku, w którym konta ma 2,3 mln klientów.

Jeżeli wierzyć formułkom rzeczników prasowych, to największym problemem e-banków w Polsce są konserwacje. Po przeprowadzanych w weekendy operacjach najczęściej dochodzi do awarii.

Druga przyczyna awarii to tzw. syndrom gapia. Na przykład wieść o kłopotach w mBanku błyskawicznie rozeszła się w sieci. W efekcie klienci innych banków zaczęli się logować do systemów transakcyjnych, by sprawdzić, czy ich pieniądze są bezpieczne. To miało sparaliżować systemy bankowe na wiele godzin.

Banki solennie zapewniają, że ani przez moment pieniądze Polaków, którzy zaufali e-bankowości, nie były zagrożone. Ale odmawiają informacji o stratach wywołanych awariami. Obiecują jednak, że będą respektować ewentualne reklamacje klientów, którzy np. spóźnili się z opłaceniem składki do ZUS lub ze spłatą rat kredytów.