Oto początek końca Gazpromu
Monopolista, który jeszcze niedawno potrafił zaszantażować całą Europę, dziś podkulił ogon pod siebie. Europa bowiem ma dość rosyjskiego dyktatu i szuka innych źródeł energii, niż gaz ze Wschodu. Analitycy nie kryją, że to, co się dzieje na gazowym rynku Europy to początek końca Gazpromu.
- Polski gaz i prąd najdroższe w Unii
- UW ugości Gazprom. Studenci też, po swojemu
- Ukraina wytargowała tani gaz od Rosji
- Austria podłączyła się pod South Stream
- Wielki protest przed ukraińskim parlamentem
- Gaz będzie, jak zgodzi się Unia
- Prezydent Rosji: Jestem Ukraińcem
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Rosyjski monopolista gazowy nie wytrzymuje konkurencji rywali. Na początku tego roku po raz pierwszy jego dostawy do Europy były o 300 mln metrów sześciennych niższe niż suma dostaw z Kataru i Norwegii
W lutym, czyli najważniejszym miesiącu z punktu widzenia kraju kupującego, rosyjski koncern dostarczył Europie 11,3 mld m sześc. gazu. Norwegowie i Katarczycy sprzedali w sumie 1,6 mln m sześc. Tak wynika z najnowszych danych Międzynarodowej Agencji Energii. Przed kryzysem, w lutym 2008 r., Rosjanie mieli nad nimi 44 proc. przewagi.
"To początek końca ekspansji Gazpromu" - przewiduje w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną” rosyjski ekonomista Michaił Dielagin, dyrektor Instytutu Problemów Globalizacji. "Jeszcze przez rok koncern będzie próbował utrzymać pozycję poprzez modernizację infrastruktury. Ale za kilka lat będzie tylko jedną z wielu firm dostawców" - przewiduje.
Spóźniony traci więcej
Spadek konkurencyjności koncernu wynika przede wszystkim z ceny. Gazprom zbyt późno zareagował na problemy zachodnich odbiorców wynikające z kryzysu gospodarczego. Norweski StatoilHydro szybko umożliwił uelastycznienie długoterminowych kontraktów – zaoferował zniżki i większą zależność od ceny surowca na rynku spotowym, czyli niezależnym od kontraktów długoterminowych. W efekcie – jak wynika z obliczeń Michaiła Korczemkina z East European Gas Analysis – średnia cena gazu w drugim kwartale 2010 r. za gaz z Rosji wynosi 295 dol. za 1 tys. m sześc. Norweski gaz kosztuje ok. 240 dol., a katarski poniżej 200.
Rosjanie obniżyli ceny dla Europy dopiero w tym roku – i to pod znaczną presją zachodnich odbiorców. Według nowych zasad niemiecki E.ON, francuski GDF Suez i włoski Eni 15 proc. gazu mogą kupować po cenach spotowych. Turecki Botas dodatkowo uzyskał 25-proc. obniżkę zakontraktowanych objętości gazu, dzięki czemu może sprowadzić mniej surowca bez konieczności płacenia kar za nieodebraną nadwyżkę.
30-proc. rabat cenowy otrzymała z kolei Ukraina, choć w tym przypadku przyczyny leżą po stronie politycznej, a nie ekonomicznej. Renegocjacji od Gazpromu domaga się też coraz więcej mniejszych partnerów, w tym niemiecki Wintershall i litewski Lietuvos Dujos. Każde ustępstwo Rosjan pogarsza bowiem ich pozycję w rozmowach z kolejnymi odbiorcami, co grozi lawiną roszczeń. Firma Gazprom Eksport utrzymuje, że problemy są przejściowe, zaś poziom dostaw wróci do normy do 2012 r. Jednak zdaniem Dielagina to mydlenie oczu.
"W przyszłości w ogóle spadnie znaczenie gazu tłoczonego rurociągami. Katar już dziś wysyła do Europy swój surowiec w postaci LNG" - tłumaczy nam Dielagin. Kolejne kraje Europy, w tym Polska, Chorwacja, Holandia i Ukraina, budują lub planują budowę nowych terminali regazyfikacyjnych. "Ukończenie ich budowy całkowicie zmieni nasze relacje z monopolistą" - przewidywał w rozmowie z „Kommiersantem-Ukraina” ukraiński deputowany Ołeksandr Hudyma. Dziś podobne terminale w UE posiadają Belgia, Francja, Hiszpania i Wielka Brytania. Znaczny może być też potencjał złóż gazu łupkowego, do eksploatacji których państwom europejskim wciąż jednak brakuje technologii.
Olbrzymią rolę może odegrać energia odnawialna. W Danii powstała komisja zrzeszająca przedstawicieli władz, biznesu i nauki, która ma opracować plan całkowitej rezygnacji z paliw kopalnych na rzecz energii wiatrowej, atomowej i pochodzącej z biomasy. "Konkretną datę poznamy we wrześniu, ale będzie to pewnie 2045 lub 2050 r." - mówi nam Nikolaj Lomholt Svensson z ministerstwa klimatu i energii.
Czytaj dalej>>>















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!