Parlament Europejski chce otrzymać w tym roku z budżetu Unii Europejskiej dodatkowe 9,4 mln euro na zatrudnienie blisko 150 nowych pracowników oraz zwiększenie o 1,5 tys. euro (do 19 tys.) kwoty, jaką każdy poseł dostaje co miesiąc na asystentów. Przewodniczący Jerzy Buzek tłumaczył, że zwiększenie budżetu jest konieczne i wynika z wejścia w życie Traktatu z Lizbony.

Takie stanowisko komisji ds. budżetu PE zostało w środę przyjęte w głosowaniu przez eurodeputowanych. Początkowo komisja ds. budżetu oraz prezydium PE, które składa się z przewodniczącego Jerzego Buzka i jego 14 zastępców domagały się wzrostu budżetu PE na 2010 o 13,4 mln euro. "Zwiększenie wydatków zostało jednak częściowo skompensowane cięciami w wydatkach na infrastrukturę i budynki i ostatecznie wyniesie 0,6 proc., czyli 9,4 mln euro" - poinformował serwis prasowy PE.

I tak tegoroczny budżet PE w wysokości 1,6 mld euro ma wzrosnąć o 9,4 mln euro. O ile oczywiście na tę podwyżkę zgodzi się Rada UE, a więc w praktyce ministrowie finansów państw członkowskich. A dla nich wzrost wydatków na administrację unijną w sytaucji kryzysu, kiedy kraje są zmuszane do ograniczania deficytów budżetowych, może być trudny do zaakceptowania. Eurodeputowani argumentują, że PE jest drugą instytucją, na działalność której przeznaczone zostaną dodatkowe środki z budżetu na rok 2010 po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego. Wskazują, że na funkcjonowanie Rady Europejskiej (którą traktat uczynił unijną instytucją) i jej przewodniczącego Hermana Van Rompuya przeznaczono 25 milionów euro już w końcu ubiegłego roku.

Wskazują, że także Komitet Regionów i Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny zwróciły się o zwiększenie swoich budżetów odpowiednio o 6,4 i 4,1 mln euro. Źródła w PE mówiły, że hiszpańska prezydencja oraz Jerzy Buzek zawarli jednak porozumienie, zgodnie z którym rządy państw UE poprą wzrost budżetu na administrację PE, w zamian za co eurodpeutowani zgodzili się udzielić absolutorium Radzie UE za wykonanie budżetu na rok 2008.

Jak tłumaczył wcześniej Buzek, zwiększenie budżetu PE to "sensowna decyzja", gdyż PE potrzebuje dodatkowych środków, by wywiązać się z powierzonych mu przez Traktat z Lizbony nowych zadań."Dzisiaj PE ma znacznie więcej odpowiedzialności niż miał jeszcze rok temu. Odpowiadamy za całe ustawodawstwo UE, czyli ponad 60 proc. wszystkich ustaw, które są w poszczególnych krajach członkowskich. To jest kolosalna odpowiedzialność - mówił przewodniczący. - Potrzebujemy nowych prawników, nowych doradców, większej liczby asystentów, bo będziemy uczestniczyć jak nigdy dotąd w procesie stanowienia (prawa), czyli decydowania o przyszłości naszych obywateli".

Dodatkowe środki mają pójść na zatrudnienie dodatkowych 70 urzędników w sekretariatach komisji parlamentarnych, zajmujących się zwłaszcza tymi politykami, w których wraz z Traktatem z Lizbony PE zyskał nowe uprawnienia i tzw. współdecyzję z Radą UE. Ponadto 75 nowych osób ma być zatrudnionych w grupach politycznych.

I wreszcie znacznie mają wzrosnąć wydatki na biura poselskie. Zgodnie z przyjęta poprawką do budżetu, od 1 maja każdy z 736 posłów dostanie na asystentów nie 17,5 tys. euro, ale 19 tys. W sumie ta podwyżka będzie kosztować europejskiego podatnika 8,8 mln euro. Buzek przekonywał, że te dodatkowe koszty są uzasadnione, nawet w czasach kryzysu.

"Nie zawsze oszczędności służą obywatelom. Nadmierne oszczędności czy oszczędzanie pieniędzy na ważne decyzje mogą mieć skutek wprost przeciwny. Uważam, że od czasu do czasu takie trudne decyzje trzeba podejmować. Oczekuję dzisiaj od posłów, że będą współtworzyli ustawodawstwo UE; to nie zawsze było możliwe" - uzasadniał wzrost wydatków na biura poselskie.

"Uważam, że taka decyzja była absolutnie konieczna. Ona jest zapisana w traktatach. Byłoby znacznie gorzej, gdybyśmy się nie wzmocnili i podejmowali w przyszłości złe decyzje. Pozwólmy PE pracować i działać sprawnie, bo tego oczekują obywatele" - dodał.