Pierwsza apteka pod szyldem brytyjskiej sieci ruszy już za kilka miesięcy w Częstochowie. Na specjalnie wydzielonym stoisku, między innymi artykułami w supermarkecie, stanie farmaceuta, który klientom sklepu będzie sprzedawać nie tylko suplementy diety czy preparaty przeciwbólowe, ale też leki na receptę.– Przekonały nas twarde liczby. Wśród artykułów, których sprzedaż rośnie najszybciej, przodują leki i artykuły optyczne. Chodzi o wzrost rzędu 20 proc, nie mogliśmy więc tego bagatelizować – mówi rzecznik Tesco Michał Sikora. Apteki na terenie sklepów będą powstawać kolejno w każdym nowym i remontowanym obiekcie. Tam gdzie nie uda się uzyskać pozwolenia na otwarcie apteki powstanie punkt apteczny.

Tesco nie zdradza, ile takich punktów chce docelowo stworzyć.

Ale wiadomo, że chrapkę na polskiego klienta, który nie szczędzi pieniędzy na leki, ma już coraz więcej firm. – Wystarczy spojrzeć na listę koncernów zainteresowanych kupnem Polfy. To międzynarodowi gracze, którzy do niedawna zupełnie nie interesowali się naszym krajem. Dziś szukają w Polsce firm do przejęcia – mówi Maria Dąbrowska, ekspert z firmy doradczej IMS Health. Z najnowszego raportu firmy wynika, że Polska znalazła się wśród liderów globalnego wzrostu rynku farmaceutycznego, zaraz za takimi gigantami jak Chiny czy Rosja. W 2013 roku te wschodzące rynki farmaceutyczne odpowiadać będą nawet za połowę wzrostu rynku globalnego. W naszym kraju w ciągu najbliższych trzech lat rynek farmaceutyczny powiększyć się może nawet o 5 mld dol. – Polska jest w awangardzie – mówi wprost Dąbrowska.

Dlaczego? Zdaniem ekspertów z IMS Heath znacznie naszego kraju rośnie przede wszystkim z powodów ekonomicznych i demograficznych. Polskie społeczeństwo się starzeje, za dziesięć lat co czwarty mieszkaniec naszego kraju będzie miał ponad 60 lat. A starsi ludzie są najbardziej aktywnymi klientami firm farmaceutycznych. Poza tym Polacy mają bardzo dobry dostęp do służby zdrowia, większość społeczeństwa jest objęta powszechnym ubezpieczeniem, co – abstrahując od jakości tych usług – przekłada się na ilość kupowanych leków. A tych kupujemy coraz więcej. Sprzedaż preparatów na grypę, ból głowy czy witamin – czyli leków bez recepty – zwiększyła się w 2009 r. do 130 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 14 proc. W zeszłym roku wykupiliśmy też więcej leków refundowanych. Media analizujące te dane okrzyknęły już Polaków narodem lekomanów. – Pod względem wielkości sprzedaży leków na receptę nie odbiegamy znacząco od europejskiej średniej – uspokaja Jacek Sklepowicz, ekspert ds. rynku farmaceutycznego z Pricewatershouse Coopers Polska. – Ale wyróżniamy się za to fenomenalną sprzedażą suplementów diety – dodaje Sklepowicz.

W ciągu ostatnich pięciu lat wartość leków sprzedanych na polskim rynku wzrosła niemal o połowę. Tylko w 2009 roku, kiedy to większość firm z innych branż liczyła straty z powodu kryzysu, liderzy na polskim rynku farmaceutycznym notowali zyski. I to niemałe. Dla przykładu przychody firmy Sanofi-Aventis przekroczyły w zeszłym roku 1,1 mld zł i były wyższe od osiągniętych w 2008 r. o 9 proc. Polpharma zanotowała 5-proc. wzrost i 962 mln zł obrotu. – Ale też nie popadajmy w hurraoptymizm. Polska wciąż odstrasza m.in. nieprzejrzystym systemem refundacji leków. Te decyzje są nadal mało transparentne – mówi Sklepowicz. Dlatego wciąż zdarzają się firmy, które wprowadzając nowy lek „problematyczną” Polskę zostawiają na koniec. Dlatego innowacyjny preparat szybciej trafia np. do rumuńskich czy bułgarskich niż do polskich aptek.