Debata w szwedzkich mediach na temat zarobków działaczy związków sportowych ujawniła, że zamiast pracować społecznie otrzymują wynagrodzenie, co w tym kraju uważane jest za wysoce naganne.

Rekordzistą jest szef szwedzkiego związku piłki nożnej (SvFF) Lars Ake Lagrell, który otrzymuje, jak ujawniły media, "szokującą kwotę" 25 tysięcy koron (10 tys. złotych) miesięcznie. Drugi na liście Christer Bergfors prezes związku golfa zarabia 7 tys. koron (2800 złotych), a trzeci Christer Englund stojący na czele federacji hokeja na lodzie 5 tys. koron (2000 złotych) miesięcznie.

Debata rozpoczęła się w ubiegłym tygodniu kiedy związek hokeja na lodzie wysunął propozycję stałych pensji dla działaczy. Temat stał się gorący, ponieważ 600 tysięcy szwedzkich działaczy sportowych od lat pracuje społecznie, a pensje otrzymują tylko osoby wykonujące prace administracyjne oraz trenerzy.

Według informacji dziennika Svenska Dagbladet, który rozpoczął dyskusję, działacze niektórych związków otrzymują tylko diety za uczestnictwo w posiedzeniach, lecz w większości przypadków pracują społecznie, nie pobierając żadnego wynagrodzenia. Tak jest w przypadku nawet silnych federacji, takich jak: narciarska, koszykówki, biathlonu, siatkówki, jeździecka, żeglarska, czy tenisowa.

SvFF jako jedyna federacja nie chciała ujawnić wynagrodzeń swoich działaczy i stało się to dopiero po silnych naciskach mediów w środę. Okazało się, że SvFF wypłaca stałe wynagrodzenia swoim siedmiu działaczom. Lagrell otrzymuje 25 tys. koron miesięcznie, natomiast pozostałych sześciu członków zarządu otrzymuje po 6 tys. koron (2400 złotych).

W szybko przeprowadzonych badaniach opinii publicznej większość Szwedów uważa, że prezes SvFF otrzymuje stanowczo zbyt dużo. Zaledwie 10 procent uznaje, iż działacze i Lagrell zasługują na te pieniądze, ponieważ wykonują ciężką, czasochłonną i odpowiedzialną pracę.

Lagrell, który jest prezesem SvFF od 20 lat podkreślił, że jego wynagrodzenie jest rekompensatą za utracone zarobki w jego stałej pracy poza związkiem. Podobnie uważa Christer Englund, który zaznacza, że traci kilkadziesiąt razy więcej działając w związku.

"Czasy tak zwanego sportu idealnego, w którym pracuje się społecznie już dawno minęły, ponieważ sam sport stał się bardzo komercyjny. Dzisiaj mamy sytuację, że prezesami związków są milionerzy lub bogaci emeryci, których stać na taką dzialalność dla przyjemności lub prestiżu. Dzisiaj potrzebujemy profesjonalistów zatrudnionych na stałych etatach" - podkreślił Englund.