Nie jest łatwo, ale nasza sytuacja jest nieporównywalnie lepsza od greckiej. Mamy też duży bufor w postaci majątku państwowego, który możemy prywatyzować. Poza tym Polska cieszy się dużym zaufaniem inwestorów. Dowodem na to jest w miarę stabilny w tym zawirowaniu kurs złotego i szacowanie ryzyka mierzone wyceną CDS-ów. Ryzyko to zmienia się podobnie jak wycena CDS-ów Niemiec. To oznacza, że ryzyko Polski jest postrzegane jako bliższe niemieckiemu niż krajów z peryferiów strefy euro.

Jednak w kolejnych latach Polska musi przeprowadzić reformy. Bez nich nie mamy szans na bezpieczny długofalowy wzrost gospodarczy. Bezpiecznie będzie wtedy, gdy nawet przy dużym spowolnieniu gospodarczym deficyt finansów nie będzie przyrastał gwałtownie i będziemy w stanie nad nim panować. Nasz główny problem to dług publiczny. I nie chodzi wcale o to, żeby go jakoś gwałtownie zmniejszać - tego się zresztą nie da zrobić w krótkim czasie. Chodzi o to, żeby nie zwiększał się on szybko, a Polska mogła spokojnie dług rolować. Dług powinien być oparty na długoterminowych obligacjach i mieć tendencję do zmniejszania się.

W którym kierunku powinny zmierzać reformy?

Przy bardzo wysokim wzroście PKB może się obejść bez istotnych podwyżek podatków, ale szanse na taki wzrost w najbliższych latach nie są wysokie. Aby mówić o dużym tempie wzrostu, PKB powinien przyrastać w tempie co najmniej 5 proc. rocznie. W 2011 roku się na to nie zanosi. Rząd przygotował plan konsolidacji finansów publicznych. W planie jest wiele potrzebnych rozwiązań, np. podwyższenie wieku emerytalnego. Ale ważne jest to, aby szybko te zamierzenia zacząć realizować. To istotne z punktu widzenia stabilności fiskalnej. Do czego może doprowadzić destabilizacja, widzimy na greckim przykładzie.

Mam jednak świadomość, że w najbliższych miesiącach nie zobaczymy żadnych projektów ustaw z pakietu, bo zaczęła się kampania wyborcza przed wyborami prezydenckimi. Ale chciałbym, żeby były one chociaż przygotowywane. Te ustawy muszą zostać wprowadzone w życie i to już w przyszłym roku. Nie mamy zbyt wiele czasu. Już w 2011 roku dług publiczny może przekroczyć 55 proc. PKB, co oznacza, że dwa lata później rząd będzie musiał radykalnie równoważyć budżet. Tego lepiej byłoby uniknąć.