Władze Krakowa chciały być sprytne. Gdy kurs franka wzrósł do 3,25 uznały, że nie ma na co czekać. Miasto przewalutowało swoje kredyty na złote. Okazało się jednak, że krakowscy analitycy źle wywróżyli co stanie się na rynkach finansowych. Złoty się umocnił, frank stracił, a na całej operacji miasto straciło 120 milionów złotych - ujawnia "Gazeta Wyborcza".

"Dane, którymi dysponowaliśmy, porady ekspertów i wskaźniki rządowe, mówiły, że był to dobry ruch. Obawialiśmy się dalszego osłabiania złotego" - tłumaczy "Gazecie Wyborczej" skarbnik Lesław Fijał. Dodaje, że miasto musiało zareagować, inaczej dług przekroczył by 60 proc. wpływów z budżetu, a tego zabrania ustawa.

Jednak radni opozycji odrzucają te tłumaczenia. Według nich, za przekroczenie deficytu nic by Krakowowi nie groziło, a strata 120 milionów to poważy wydatek. Do tego koszt obsługi długu wzrósł o 5 milionów rocznie. Nic więc dziwnego, że gdy PiS wstrzymał się od głosu, to radni PO nie udzielili absolutorium prezydentowi miasta.