Prof. Jerzy Osiatyński wskazuje kilka przyczyn hiperinflacji w Polsce w 1990 r. "Zasoby gotówki, którymi dysponowały zarówno gospodarstwa domowe jak i przedsiębiorstwa były dużo wyższe niż podaż dóbr konsumpcyjnych, inwestycyjnych i zaopatrzeniowych" - uważa profesor.

Dodał, że kolejnym czynnikiem wzrostu cen była ich liberalizacja, w sytuacji gdy nie zaczęło jeszcze działać ograniczenie wzrostu płac. Osiatyński wskazał także, że w gospodarce przeważały struktury monopolistyczne, a wpływ konkurencji na ceny był ograniczony. "Ponadto kurs złotego do walut został określony na bardzo niskim poziomie, wobec czego dewaluacja działała bardzo silnie na podrożenie importu" - powiedział Osiatyński.

Jego zdaniem, inflację udało się ograniczyć przede wszystkim dzięki bardzo niskiej indeksacji płac i surowym stosowaniu tzw. popiwku - kar za podnoszenie płac powyżej indeksacji. "W obliczu rosnących cen i wolniejszego wzrostu płac pusty pieniądz był z rynku systematycznie eliminowany" - wyjaśnił prof. Osiatyński.

Inflacja w Polsce w 1990 r., nie była jednak rekordowo wysoka licząc w skali globalnej. Jak wynika z danych amerykańskiego Cato Institute, najwyższy w historii wzrost cen miał miejsce w lipcu 1944 r. na Węgrzech. Codziennie ceny rosły o 195 proc. Oznacza to, że produkty drożały o 100 proc. co 15,6 godziny.

Na drugim miejscu niechlubnej statystyki znalazło się Zimbabwe. W połowie listopada 2008 r. dzienna inflacja sięgnęła 98 proc. Oznacza to, że codziennie wszystko było dwa razy droższe niż poprzedniego dnia. W efekcie mieszkańcy Zimbabwe przestali używać lokalnego dolara, zastępując go głównie dolarem amerykańskim. W styczniu 2009 r. rząd zalegalizował te działania dopuszczając do obrotu także inne zagraniczne waluty, co doprowadziło do spadku cen. W grudniu 2009 r. w gospodarce Zimbabwe zanotowano deflację na poziomie 7,7 proc., a w styczniu 2010 r. na poziomie 4,7 proc.

Na trzecim miejscu "inflacyjnej" statystyki jest była Jugosławia, która w styczniu 1994 r. zanotowała dzienną inflację na poziomie 64,6 proc.

Zgodnie z tzw. centralną ścieżką inflacji zawartą w lutowym raporcie o inflacji opublikowanym przez NBP, w 2010 r. inflacja w Polsce ma wynieść 1,8 proc., w 2011 r. - 2,4 proc., a w 2012 r. - 3,5 proc.